Magia Świąt Bożego Narodzenia

Magia Świąt Bożego Narodzenia

Kategorie

  • Adwent
  • Anioły
  • Święto Trzech Króli
  • Święty Mikołaj
  • Życzenia świąteczne
  • Życzenia świąteczne na wesoło
  • Życzenia świąteczne pisane wierszem
  • Życzenia Mikołajkowe
  • Życzenia noworoczne
  • Ciekawe poropozycje na kupienie prezentów pod choinkę
  • Gifki świąteczne
  • Gify Aniołki
  • Gify świąteczne
  • Gify świąteczne z bombkami
  • Gify świąteczne z dzwoneczkami
  • Gify świąteczne z kotkami i pieskami
  • Gify świąteczne z liniami
  • Gify świąteczne z postaciami z bajek
  • Gify świąteczne z wieńcami
  • Gify bałwanki
  • Gify choinki
  • Gify Mikołaje
  • Gify noworoczne
  • Gify szopki
  • Historia kartek świątecznych
  • Modlitwy
  • Moja modlitwa do Boga za wszystkich ludzi
  • Moje opowiadania
  • Moje wiersze o Bożym Narodzeniu
  • Moje wiersze o miłości
  • Moje wiersze o nadziei, marzeniach, przebaczaniu
  • Moje wspomnienie Wigilii z lat dzieciństwa
  • Obrazki świąteczne
  • Obrazki z choinką
  • Obrazki z Mikołajem
  • Obrazki z postaciami z bajek
  • Obrazki z zimą
  • Odliczanie do świąt
  • Oglądnij świąteczne bajki
  • Opisy świąteczne na gadu-gadu
  • Perełki Bożonarodzeniowe
  • Piękne świąteczne opowieści
  • Piękne opowieści dla ducha
  • Posłuchaj pięknych kolęd
  • Posłuchaj piosenek świątecznych
  • Przebaczenie
  • Przepisy świąteczne
  • Przepisy świąteczne na ciasteczka
  • Przepisy świąteczne na dania
  • Przepisy na babki
  • Przepisy na jabłeczniki i szarlotki
  • Przepisy na makowce
  • Przepisy na pierniczki
  • Przepisy na pyszne ciasta
  • Przepisy na różne pyszne słodkości
  • Przepisy na sałatki i surówki
  • Przepisy na serniki
  • Przepisy na torty
  • Sposoby pakowania prezentów
  • Szopka
  • Torty dla dzieci
  • Uwierz w magię świąt
  • Wiersze o świętach znanych i nieznanych pisarzy
  • Wigilia
  • Wigilia w innych krajach
  • Wigilijne przysłowia oraz wróżby
  • Witam wszystkich bardzo serdecznie na mojej stronce
  • Wyślij sms-y z życzeniami na Święta Bożego Narodzenia
  • Zima
  • Zrób sam(a) kartkę świąteczną
  • Zrób sam(a) ozdoby na choinkę
  • Zrób sam(a) prezenty pod choinkę
  • Zwyczaje Bożego Narodzenia
  • Moje opowiadania

    MOJE OPOWIADANIE „NAJPIĘKNIEJSZE SERCE” CZ. V

    Kiedy tak spacerowali sobie po ogrodzie Jaś poraz pierwszy od bardzo dawna poczuł się szczęśliwy i w ciągu tych dwóch dni bardzo polubił
    Agnieszkę. Idąc tak z dziewczynką pod rękę pomyślał sobie, że bardzo by
    chciał ją zobaczyć i wtedy zrobiło mu się smutno bo wiedział,
    że to życzenie nigdy w życiu się nie spełni. Po chwili z jego rozmyśleń
    wybiła go dziewczynka pytając się:
    - Zamyśliłeś się Jasiu?
    - Ja? – no tak zamyśliłem!
    - A o czym można wiedzieć? – kontynuowała Agnieszka.
    - Jaś nie chcąc powiedzieć prawdę, skłamał, że myślał o jej ojcu.
    - No ja też Jasiu myślę o tatusiu i cieszę się że go zobaczę dzisiaj – uradowana powiedziała dziewczynka.
    - Sądzę że już musimy iść jeśli chcesz zdążyć jechać do ojca – rzekł trochę ze smutną miną chłopczyk.
    - Dobrze to wracajmy już do domu – odpowiedziała Agnieszka.
    I kiedy przekroczyli próg domu pożegnali się ze sobą całusem w policzek. A po chwili dziewczynka poszła się przebrać i czekała już na swoją mamę.
    Kwadrans później zbiegła na dół do holu słysząc głos mamy i dziadka. Uradowana przywitała się z mamą mocno ją tuląc do siebie.
    - Mamusiu kochana jak ja się za tobą stęksniłam! – wykrzyczała dziewczynka.
    - Ja też za tobą kochanie się stęskniłam – odpowiedziała pełna czułości mama dziewczynki.
    Wtedy nagle odezwał się pan Franciszek:
    - Kochane musimy już jechać jeśli chcemy zdążyć na wizytę?
    - Dobrze – obydwie odrzekły.
    - Już idziemy.
    No i pojechali w odwiedziny do ojca dziewczynki. Kiedy Agnieszka wreszcie zobaczyła tatę ucieszyła się bardzo i przytuliła się do ojca. Ojciec Agnieszki również był szczęśliwy widząc swoją córeczkę, choć jeszcze był bardzo słaby.
    - Tatusiu kochany! – tuląc się do ojca – krzyczała Agnieszka.
    - Cześć mój mały szkrabie – z humorkiem przywitał ją tato.
    - Tęskniłaś choć troszkę za mną? – kontynuował pan Adam.
    - No jasne tatusiu, że tęskniłam i jeszcze mocniej wtedy się przytuliła do taty.
    Pan Franciszek także się przywitał z panem Adamem i przeprosił go za wszystkie przykrości jakie mu wyrządził. Obaj mężczyźni także podali sobie ręce na zgodę. Niestety wizyta przebiegła szybko, ale za to dziewczynka była szczęśliwa widząc tatę w lepszym stanie. Pani Kasia musiała powiedzieć jeszcze córeczce, że będzie musiała zostać u pana Franciszka na jakieś trzy tygodnie i wzięła córeczkę na bok i rzekła czule do niej:
    - Kochanie musisz jeszcze zostać jakieś trzy tygodnie u pana Franciszka, ja muszę codziennie do tatusia jeździć, poradzisz sobie bo jesteś już dużą dziewczynką.
    - Dobrze mamusiu zostanę, ale będę mocno tęsknić za tobą i tatusiem – odpowiedziała ze smutną miną dziewczynka.
    - Już się nie smuć skarbie, idź teraz pożegnaj się z tatusiem.
    Dziewczynka szybko odwróciła się i poszła w stronę łóżka na którym leżał jej ojciec i pożegnała się z nim czule.
    - Pa kochany tatusiu będę tęsknić! – powiedziała cała zapłakana.
    - Nie płacz kochanie już nie długo się zobaczymy ja też będę bardzo tęsknić.
    - Do zobaczenia tatusiu i mamusiu!
    - Do zobaczenia szkrabie mój!
    - Kochamy cię pamiętaj o tym! – odpowiedzieli razem rodzice Agnieszki.
    - Ja też was kocham – rzekła dziewczynka i zaczęła zbierać się do wyjścia trzymając się ręki pana Franciszka.
    - Do widzenia niech pan wraca szybko nam do zdrowia – na pożegnanie wychodząc rzekł pan Franciszek.
    - Do widzenia panie Franciszku i dziękujemy za wszystko i za opiekę nad Agnieszką – odpowiedział pan Adam.
    - Nie ma za co Agnieszka to dla mnie jak wnuczka – mówiąc te słowa pan Franciszek uśmiechnął się do dziewczynki i wyszli.
    W czasie powrotnej drogi do domu Agnieszka i pan Franciszek długo sobie rozmawiali o różnych rzeczach.
    I nagle dziewczynka zapytała się staruszka o Jasia:
    - Dziadku a powiedz mi czy Jasiu nie widzi od urodzenia?
    - Jeśli chcesz to opowiem ci jak to się stało Agnieszko.
    - Tak proszę opowiedz mi dziadku – odpowiedziała zaciekawiona historią Jasia Agnieszka.
    - A więc kochana Agnieszko było to tak. Jaś urodził się zdrowy, ale jego mama a moja córka, zmarła przy porodzie. Wszyscy smuciliśmy się bo Jasiowi
    zostałem tylko ja.
    - A jego tatuś? – przerywając opowiadanie spytała się dziewczynka.
    - Jego tato zginął na wojnie!
    - Przykro mi to smutne – powiedziała zasmucona dziewczynka.
    - Tak to przykre, no ale na czym to ja skończyłem. Ach tak, na tym że smuciliśmy się z powodu śmierci mojej córeczki i jednocześnie radowaliśmy, że na świecie pojawił się Jasiu. Gdy Jaś miał 7 latek to spadł z kucyka i
    uderzył się w głowę i po tym wypadku zaczął stopniowo tracić wzrok.
    Chciałem z nim jeździć po lekarzach szukać ratunku, lecz on zamknął
    się w sobie i we własnym pokoju. I to niestety trwa już dwa lata a
    on nawet nie pozwala się zbadać przez żadnego lekarza.
    - To smutna historia dziadku – odpowiedziała Agnieszka.
    - Wiesz co dziadku? – porozmawiam z Jasiem o tych badaniach może mnie posłucha?
    - Ach ty moja kochana Agniesiu, nie wiem czy ci się uda, ale jak możesz to spróbuj.
    Mówiąc te słowa pan Franciszek zobaczył, że dojechali już na miejsce i
    pożegnał się szybko z dziewczynką całując ją w policzek,
    ponieważ miał jeszcze dużo spraw do pozałatwiania.
    Dziewczynka poszła więc do swojego pokoju i rozmyślała o Jasiu,
    ale nie wytrzymała i poszła do Jasia na górę do jego pokoju.
    - Zapukała, puk, puk.
    - Kto tam? – usłyszała zza drzwi głos Jasia.
    - No jak to kto to ja Agnieszka – radosnym tonem odpowiedziała.
    - To jak mogę wejść? – czy mam sobie pójść – spytała.
    - Wejdź Agnieszko dla ciebie drzwi są zawsze otwarte.
    - Dziękuję Jasiu.
    - Nie ma za co, a teraz opowiedz mi jak było u taty w szpitalu? – spytał się chłopczyk.
    No i dziewczynka zaczęła opowiadać o tacie o tym jak pan Franciszek i jej tato pogodzili się ze sobą i jak bardzo cieszyła się że widzi tatę.
    Po chwili jednak zamilkła. Jaś zaniepokoił się tym milczeniem ze strony dziewczynki i spytał się jej co się stało, że tak nagle posmutniała.
    - No bo wiesz Jasiu znam twoją historię od twojego dziadka – odpowiedziała Agnieszka.
    - Wiem że widziałeś i że nie chcesz dać się zbadać, ale nie rozumiem czemu odsuwasz się od swojego dziadka przecież on cię tak mocno kocha Jasiu.
    - Ja wiem, że mnie dziadek kocha ja też go kocham, ale tak jakoś byłem zły na cały świat – a mówiąc te słowa opuścił głowę i posmutniał.
    - No i pozatym usłyszałem przypadkiem jak jeden z lekarzy powiedział dziadkowi, że to strata pieniędzy bo i tak nie będę widział nigdy, więc chciałem zaoszczędzić dziadkowi tego wszystkiego.
    - A więc to dlatego, uważam, że źle zrobiłeś Jasiu!
    - Musi cię więcej specjalistów zbadać – rozumiesz Jasiu.
    - Ale rozumiem, jak się musisz czuć.
    - A co ty możesz wiedzieć jak ja się czuję, cały mój świat legł w gruzach już jako
    dziecko jestem skazany na życie w ciemnościach!
    - Zostaw mnie Agnieszko, proszę wyjdź! – zaczął krzyczeć chłopczyk.
    - Agnieszka widząc, że Jaś jest roztrzęsiony jej słowami wybiegła z pokoju cała zapłakana.
    Jaś po chwili zrozumiał, że dziewczynka mu przecież źle nie życzyła
    i zaczął za nią iść na oślep – krzycząc:
    - Agnieszko przepraszam! – wróć proszę.
    Dziewczynka usłyszała jak Jasiu ją woła i pobiegła w jego kierunku. Stanęła blisko niego i przytuliła go z całych sił – mówiąc:
    - Jasiu nie bój się wszystko będzie dobrze.
    - Tak wiem Agnieszko moja przyjaciółko.
    - Nie płacz już proszę, przepraszam.
    - Zgadzam się pojechać na te badania, ale mam jeden warunek?
    Agnieszka uśmiechnęła się do chłopca – pytając.
    - No jaki to warunek?
    Pojedziesz ze mną na te badania?
    - Dobrze pojadę – odrzekła.
    - A teraz chodźmy do dziadka mu o wszystkim powiedzieć? – powiedziała dziewczynka.
    - No to chodźmy – odpowiedział Jaś.
    I tak prowadząc Jasia pod rękę zeszli na dół do gabinetu pana Franciszka.
    Jaś zaczął pierwszy opowiadać dziadkowi, że chce się zbadać i że przeprasza za wszystko. Pan Franciszek płakał słysząc te słowa i bardzo mocno przytulił Jasia. Od tamtego dnia wszystko się zmieniło Jaś odżył jak i również pan Franciszek był innym człowiekiem. A po trzech tygodniach ojciec Agnieszki powrócił do zdrowia i pracował u pana Franciszka. A Agnieszka była częstym gościem w domu Jasia i najlepszą jego przyjaciółką. Badania się oczywiście odbyły i jak obiecała Agnieszka pojechała na te badania z Jasiem. Okazało się również, że chłopiec odbędzie operację po której będzie widział. Agnieszka bardzo się cieszyła tą wspaniałą wiadomością jak i zresztą wszyscy inni a najbardziej pan Franciszek szalał z radości. Kiedy nadszedł wreszcie dzień operacji Agnieszka modliła się gorąco za Jasia, całe dnie czekając na jego powrót ze szpitala. Aż wreszcie pewnego pięknego dnia Jaś powrócił do domu i stanął obok Agnieszki. Powoli ściągnęli mu bandaże i wtedy zobaczył poraz pierwszy swoją przyjaciółkę, która tyle dobrego wniosła do jego życia.
    - Widzę cię Agnieszko, ale ty jesteś ładna – powiedział chłopczyk.
    - Agnieszka ze łzami w oczach podeszła do Jasia i przytuliła
    się mocno do niego – mówiąc.
    - Mówiłam ci Jasiu, że wszystko będzie dobrze.
    - A ja ci zapomniałem powiedzieć o jeszcze jednym – rzekł Jaś.
    - Tak a o czym Jasiu?
    - Że wtedy w ogrodzie skłamałem cię, bo nie myślałem o twoim ojcu, ale
    o tym, żeby cię ujrzeć Agnieszko.
    - Dziewczynka wtedy podeszła do Jasia i na uszko mu szepnęła – wybaczam ci, a teraz chodźmy pobawić się do ogrodu szkoda dnia Jasiu.
    I pobiegli razem do ogrodu trzymając się za rączki szczęśliwi i pełni radości.

    Opowiadanie mojego autorstwa cz. V została napisana

    3 grudnia 2005 roku

    Viola

    MOJE OPOWIADANIE „NAJPIĘKNIEJSZE SERCE” CZ. IV

    Dziewczynka po wypowiedzeniu tych słów odwróciła się w stronę
    pana Franciszka i uśmiechnęła się.
    - Jasiu ja tu przyjdę jutro z rana do ciebie? – rzekła.
    - Wcale nie musisz przychodzić! – ze złością odpowiedział chłopczyk.
    - Tym razem Agnieszka odpowiedziała stanowczo – A jednak przyjdę!
    I wtedy wzięła za rękę dziadka i wyszli z pokoju Jasia. Starszy pan
    uśmiechnął się do dziewczynki – mówiąc.
    - No Agniesiu to zaczyna działać, wprawdzie wnuk był nieuprzejmy i przepraszam cię za jego zachowanie.
    - Ale wiesz co? – wnuczek przy tobie Agniesiu mówił znacznie więcej niż jak sam do niego przychodziłem.
    - Dziadku już ja zajmę się Jasiem zobaczysz będzie tryskał radością -
    mrugnęła oczkiem Agnieszka do staruszka.
    - Ach nie wątpię Agniesiu ty po prostu zarażasz wszystkich swoim kochanym serduszkiem. A teraz chodźmy na obiadek.
    - A to już pora obiadu? – spytała się dziewczynka.
    - No nie bardzo, ale stwierdziłem, że jesteś głodna i poprosiłem panią Gienie
    o przygotowanie obiadku na jedenastą.
    - Tak jestem bardzo głodna! – odpowiedziała dziewczynka.
    - A Jasiu nie będzie jadł z nami dziadku? – zapytała Agnieszka.
    - Niestety on nigdy ze mną nie je – ze smutną miną odpowiedział pan Franciszek.
    Kiedy już smacznie zjedli obiad długo sobie rozmawiali i potem Agnieszka
    poszła pobawić się na dwór, biegała wesoła po ogrodzie i nazbierała
    kwiatków, które włożyła do wazonu, bo chciała je jutro zanieść Jasiowi. Kiedy nastał wieczór wszyscy udali się na kolację, która także upłynęła im miło i wesoło. Po pysznej kolacji pani Gienia położyła Agnieszkę spać. Dziewczynka jednak tak szybko nie usnęła bo ciągle myślami była przy tatusiu i mamusi, ale także jej myśli zaczął zaprzątać Jasiu. Zaczęła się zastanawiać czy sprawi mu radość kwiatkami i dlaczego Jaś jest taki smutny i zły ciągle. Po kilku godzinach intensywnego myślenia w końcu jednak usnęła. Nad rankiem zbudzona przez panią Gienię szybko zbiegła na dół, aby przywitać się ze swoim dziadkiem. Strasznie lubiła tak mówić na staruszka, choć tak naprawdę pan Franciszek nie był jej prawdziwym dziadkiem. Ale ani jej i ani panu Franciszkowi to nie przeszkadzało.
    - Dzień dobry dziadku – wykrzyczała cała w skowronkach Agnieszka.
    - Dzień dobry skarbie – uśmiechnięty odpowiedział pan Franciszek.
    - Mam dla ciebie dobrą wiadomość? – powiedział.
    - Jaką dziadku? – zaciekawiona pytała dziewczynka.
    - Po obiedzie pojedziemy odwiedzić razem z twoją mamusią twojego tatusia.
    - Hura!- krzyczała Agnieszka.
    - Zobaczę tatusia! – i ucieszona pocałowała dziadka w policzek.
    - No a teraz musisz coś zjeść a ja mam jeszcze dużo pracy
    więc pobawisz się sama.
    - Dziadku wiesz ja pójdę po śniadaniu do Jasia.
    - Cieszę się Agnieszko, że jesteś taka dobra dla mojego wnuczka.
    Gdy się pożegnała już z panem Franciszkiem tak jak zaplanowała wzięła kwiatki, które nazbierała wczorajszego dnia i poszła do Jasia.
    - Zapukała głośno – puk, puk.
    - Kto tam? – odpowiedział Jaś.
    - To ja Agnieszka czy mogę wejść? – zapytała.
    - A po co? – w złości krzyczał chłopczyk.
    Wtedy dziewczynka nie wytrzymała i sama otworzyła sobie drzwi – mówiąc.
    Wiesz co to że nie widzisz to wcale nie oznacza, że możesz
    na mnie krzyczeć bo ja próbuje być dla ciebie tylko miła i chcę
    się z tobą zaprzyjaźnić. Pozatym przyniosłam ci kwiaty z ogrodu,
    powąchaj i dotknij są piękne.
    - Ale ja ich nie widzę! – więc co mi z wąchania ich! – wykrzyczał chłopczyk.
    - Wiesz co zrobimy? – rzekła do Jasia Agnieszka.
    - Co? – tym razem z zaciekawieniem zapytał się Jasiu.
    Otworzę okno wpuszczę tutaj trochę słońca i świeżego powietrza, potem dam ci do ręki kwiatki i wtedy jeśli to nie sprawi ci radości wyjdę i już więcej tu nie przyjdę.
    - Zgoda! – odrzekł chłopczyk.
    Wtedy dziewczynka zrobiła jak mówiła, otworzyła wszystkie okna
    i zaprowadziła chłopca blisko okien, wręczając mu do ręki bukiet kwiatów.
    A sama usiadła sobie na fotelu i czekała na reakcję chłopca. Jaś wąchał
    kwiatki i wdychał świeże powietrze i po chwili uśmiechnął się – mówiąc do dziewczynki.
    - To są stokrotki? – prawda.
    - Tak stokrotki – odpowiedziała uśmiechnięta Agnieszka.
    - Wiesz czuję się wspaniale chociaż nic nie widzę czuję zapach
    tych pięknych kwiatów, słyszę twój śmiech i wdycham świeże powietrze.
    - Czy wybaczysz mi moje zachowanie? – zapytał przejmującym głosem.
    - Ależ oczywiście, ale pod jednym warunkiem? – stanowczo odpowiedziała Agnieszka.
    - A jaki to warunek? – pytał się chłopczyk.
    - Zabiorę cię na dwór na spacer i będę ci opowiadać co widzę?
    - Zgadzasz się?
    - Jeszcze nikt mnie na dwór nigdy nie wyciągnął, więc dlaczego myślisz,
    że z tobą pójdę? – trochę podenerwowanym głosem mówił Jaś.
    - Bo dopiero wtedy ci wybaczę! – powiedziała Agnieszka.
    - No dobra nie będę się sprzeczał, wygrałaś!
    - No to zawołam panią Gienię, żeby pomogła ciebie ubrać.
    Długo się nie zastanawiając dziewczynka wybiegła z pokoju i zawiadomiła panią Gienię, o wyjściu ich na spacer. Kobieta mało co nie zemdlała słysząc te słowa.
    - Agniesiu jak ty to zrobiłaś? – pytała zaciekawiona.
    - To moja tajemnica! – z uśmiechem odpowiedziała dziewczynka.
    - Pójdę do pana Franciszka powiadomić go o wyjściu i mówiąc te słowa dziewczynka pobiegła do gabinetu pana Franciszka i zapukała.
    - Puk, puk.
    - Kto tam? – odpowiedział głos zza drzwi.
    - Dziadku to ja Agnieszka!
    - Wejdź Agnieszko.
    - Co się stało? – spytał się staruszek.
    - Chciałam cię zawiadomić, że razem z Jasiem idziemy na spacer. I zobaczysz dziadku Jaś pomału odzyska radość życia. Pan Franciszek słysząc te słowa zapłakał ze szczęścia – mówiąc. Kochana Agnieszko ty nawet nie wiesz ile radości wnosisz do mojego życia. Po chwili ucałował dziewczynkę i życzył im miłego spaceru a sam zabrał się cały rozradowany do pracy. A dziewczynka wybiegła z gabinetu i pobiegła do holu, gdzie już czekał na nią Jaś. Chłopczyk był ślicznie ubrany w białe krótkie spodenki i niebieską koszulkę. A Agnieszka widząc tak ładnie ubranego Jasia uśmiechnęła się wtedy mówiąc:
    - No to jak idziemy już Jasiu?
    - Tak idziemy! – uśmiechnięty odpowiedział jej Jaś.
    I tak dziewczynka wzięła pod rękę Jasia i poszła razem z nim na spacer oprowadzając go po pięknym ogrodzie. Całą drogę Agnieszka opowiadała Jasiowi co widzi a Jaś delektował się każdym słowem wypowiedzianym przez dziewczynkę. Sam nawet był zdziwiony jak bardzo jej głos i uśmiech na niego działał…
    Opowiadanie mojego autorstwa cz. IV została napisana

    27 listopada 2005 roku

    Viola

    MOJE OPOWIADANIE „NAJPIĘKNIEJSZE SERCE” CZ. III

    W tym samym czasie kiedy Pani Kasia kładła już spać swoją córeczkę Pan Franciszek zastanawiał się czy zdążył podesłać lekarza do Pana Adama i czy udało się mu go uratować. Niestety ta noc nie należała do najlepszych Pan Adam walczył w szpitalu ze śmiercią a jego najbliżsi czekali na
    dobre wiadomości mając nadzieję na jego wyzdrowienie. Kiedy nadszedł wreszcie ranek wtedy Agnieszka z mamą nazbierały pięknych róż z własnego ogródka i powędrowały do Pana Franciszka, aby mu podziękować za okazaną pomoc. Gdy już dotarły na miejsce zapukały do drzwi w których stanęła Pani kucharka z uśmiechem na twarzy witając kobietę z dziewczynką.
    - Dzień dobry kochane.
    - Dzień dobry Pani – odrzekła do kucharki Pani Kasia i Agnieszka.
    Gdy weszły zobaczyły Pana Franciszka, któremu Agnieszka wręczyła róże i rzuciła się w ramiona mocno całując i dziękując za uratowanie tatusia. Pan Franciszek strasznie się wzruszył tym i także mocno przytulił dziewczynkę. A całemu zajściu przyglądała się mama Agnieszki i Pani kucharka, które także uroniły łezki ze wzruszenia.
    - Dzień dobry Panu – odrzekła po chwili Pani Kasia.
    - Dzień dobry Pani proszę wejść w moje skromne progi – odpowiedział Pan Franciszek.
    - Pani Gieniu – zwrócił się właściciel do kucharki.
    - Poproszę dwie herbaty i gorącą czekoladę dla Agnieszki.
    - Już podaje – ochoczo odpowiedziała kucharka.
    - Proszę usiądźcie sobie wygodnie, zaraz sobie porozmawiamy – uprzejmie powiedział właściciel.
    Kiedy Pani Kasia usadowiła się wygodnie w wielkim fotelu to wtedy dziewczynka podbiegła natychmiast do Pana Franciszka – pytając się go.
    - Czy mogę usiąść na Pana kolanach?
    - Ależ Agnieszko! – skarciła dziewczynkę matka.
    - Przepraszam Pana za zachowanie mojej córeczki – powiedziała Pani Kasia.
    - Nic się nie stało – rzekł staruszek i zwrócił się do dziewczynki.
    - Choć usiądź sobie na moich kolankach. Dziewczynka natychmiast
    usadowiła się na kolanach staruszka wesoła jak skowroneczek. I kiedy już wszyscy siedzieli i została podana herbata i czekolada dziewczynce mężczyzna zwrócił się z przeprosinami do Pani Kasi.
    - Proszę mi wybaczyć, że tak potraktowałem Pani męża, jego też osobiście przeproszę i jeśli zechce może wrócić z powrotem do pracy. Jeśli chodzi o tą kobietę także ją przeprosiłem i pomogłem jej synkowi.
    - Przyjmuję przeprosiny i bardzo Panu dziękuję za pomoc, ale mam pytanie do Pana.
    - Co Pana tak nagle zmieniło?
    - Widzi Pani mam wnuczka, który jest od urodzenia niewidomy i stałem się oschły, kiedy mnie odrzucał ciągle, może stąd moja złość na innych ludzi. Zrozumiałem też, że muszę walczyć o wnuczka nie złością, ale miłością i także nauczyć się okazywać tą miłość. A Pani córka Agnieszka otworzyła mi właśnie oczy i pokazała, że miłością można zdziałać cuda.
    - Rozumiem i sądzę, że miłością z pewnością dotrze Pan do wnuczka i będzie wszystko dobrze – z uśmiechem powiedziała Pani Kasia.
    - Dziękuję Pani za dobre słowa, bardzo bym chciał, aby mój wnuczek zaczął wreszcie żyć normalnie i nie zamykał się w pokoju
    - ze smutkiem odrzekł staruszek. I wtedy zapadła jakaś dziwna cisza i Pani Kasi zrobiło się żal staruszka, ale musiała zapytać się go czy nie mogłaby zostawić córeczki pod jego opieką, więc zwróciła się do Pana Franciszka z pytaniem.
    - Mam do Pana taką małą prośbę?
    - Tak, proszę śmiało mówić – odpowiedział staruszek.
    - Czy Agnieszka mogłaby zostać u Pana dzisiaj, bo ja muszę jechać do szpitala i pewno będę tam długo siedzieć przy mężu a nie chcę ciągać ze sobą córeczki, czy to nie sprawi Panu problemu?
    - Ależ nie! – oczywiście Agnieszka może zostać ile tylko zechce proszę się nie martwić i spokojnie czuwać nad mężem ja się z Panią Gienią świetnie nią zajmiemy.
    - Dziękuję Panu bardzo – to ja już pójdę.
    Wtedy podbiegła Agnieszka do mamy – wołając.
    - Mamusiu czemu nie zabierasz mnie do tatusia?
    - Kochanie ty zostaniesz u Pana Franciszka bo tam w szpitalu trzeba długo siedzieć. Rozumiesz kochanie. Daj buziaka mamusi i bądź grzeczna!
    - Dobrze mamusiu – dziewczynka mówiąc te słowa ucałowała mocna matkę i podbiegła do staruszka.
    - No to ja już idę dowidzenia – odpowiedziała Pani Kasia i zamknęła za sobą drzwi.
    Dziewczynka popatrzyła się wtedy na staruszka – i zwróciła się do niego z pytaniem.
    - A czy mogę mówić do Pana dziadku?
    - Oczywiście, że tak jeśli tak sobie życzysz Agnieszko – odrzekł staruszek.
    Wiesz Agnieszko może zechcesz poznać mojego wnuczka jest na górze w pokoju.
    - Tak z miłą chęcią go poznam, ale czemu Pan nie mówił, że ma wnuczka? – zapytała się dziewczynka.
    Agniesiu moja córka umarła przy porodzie i wszyscy myśleli że nie mam dzieci, bo jak się tutaj przeprowadziłem nikomu nie mówiłem że miałem córkę. A mój wnuk urodził się niewidomy i siedzi ciągle sam zamknięty w ciemnym pokoju i nie chce wychodzić nigdzie po prostu zamknął się w swoim własnym świecie. Wiele razy próbowałem do niego dotrzeć, ale mi się nie udało. No i nic nie mówiłem nikomu o wnuczku, bo nawet nie chciał nigdzie wychodzić i nikogo poznawać. Ciągle się na mnie złościł jak chciałem go zabierać gdziekolwiek. Może ty coś zdziałasz Agnieszko? – zwrócił się staruszek do dziewczynki.
    - Dobrze spróbuje – odpowiedziała dziewczynka.
    Wtedy razem poszli na górę i stanęli przed drzwiami chłopca. Po chwili Pan Franciszek zapukał do drzwi. I nagle dziewczynka usłyszała smutny głos chłopca.
    - Zostaw mnie w świętym spokoju dziadku! - znowu tu przychodzisz i nie wiem po co! – mówił Jaś do dziadka.
    - Jasiu przyprowadziłem ci nową koleżankę ma na imię Agnieszka i jest w twoim wieku też ma 9 latek.
    - Nikogo nie chce poznawać! – zaczął krzyczeć do dziadka chłopczyk.
    Wtedy Agnieszka podeszła do chłopca dotknęła go i powiedziała.
    - Może ty nie chcesz mnie poznawać, ale ja chcę ciebie poznać!…

    Opowiadanie mojego autorstwa cz. III została napisana

    20 listopada 2005 roku

    Viola

    MOJE OPOWIADANIE „NAJPIĘKNIEJSZE SERCE” CZ. II

    Kiedy tak razem stały płacząc nad ukochaną osobą nagle do drzwi ktoś zapukał. Kobieta podeszła do drzwi szybko je otwierając. A jej oczom ukazał się bardzo elegancko ubrany Pan z siwą bródką i laską w ręku.
    - Dzień dobry Pani – przywitał się nieznajomy.
    - Dzień dobry – odpowiedziała zapłakana kobieta.
    - Kim pan jest? – spytała się Pani Kasia.
    - Przysłał mnie do chorego właściciel ziemski Pan Franciszek. Jestem lekarzem – z uśmiechem odparł mężczyzna.
    - Pani Kasia ze łzami w oczach i lekko zaskoczona słowami lekarza – powiedziała.
    - Już jest za późno doktorze! – a pozatym to niemożliwe, żeby ten Pan nam pomógł – i spuściła głowę ze smutku.
    - Pewna dziewczynka wywarła na niego duży wpływ! – mówiąc te słowa zwrócił się do Pani Kasi.
    - Pozwoli Pani, że teraz zbadam chorego i zdiagnozuje czy pacjent przeżyje – odpowiedział lekarz.
    - Dobrze Panie doktorze – szlochem mówiła Pani Kasia.
    Kiedy lekarz badał ojca Agnieszki dziewczynka – zwróciła się do mamy.
    - Mamusiu.
    - Tak kochanie – odpowiedziała mama Agnieszki.
    - To ja byłam u tego Pana Franciszka po pomoc!
    - Jak to córeczko? – zdumiała się kobieta.
    - No bo wiesz mamusiu chciałam uratować tatusia więc tam poszłam, ale ten Pan był dla mnie nieuprzejmy.
    - A teraz popatrz! – jednak przysłał lekarza. Wiedziałam, że ma dobre serce! – z uśmiechem powiedziała dziewczynka.
    - Pani Kasia głaskając po głowie Agnieszkę – zwróciła się do córeczki słowami.
    - Córeczko kochana ty masz najpiękniejsze serduszko, które każdego
    poruszy. W tym czasie kiedy córka z matką rozmawiały lekarz skończył badać chorego – i zwrócił się do Pani Kasi.
    - Proszę Pani mąż żyje, ale muszę go zabrać natychmiast do szpitala!
    - Dzięki ci Panie Boże moje kochanie żyje! – ze łzami w oczach uradowała się Pani Kasia a mówiąc te słowa nagle posmutniała.
    - Ale ja nie mam pieniędzy i nie wiem czym Panu teraz zapłacę!
    - Lekarz jednak się uśmiechnął do kobiety – mówiąc.
    - Proszę się niczym nie martwić wszystkie koszty zostaną pokryte przez Pana Franciszka.
    - Kobieta ucieszona ucałowała z radości lekarza a Agnieszka uwiesiła się mężczyźnie na szyji obdarzając go buziakiem w policzek.
    - Mężczyzna uśmiechając się – powiedział.
    - Ależ kochane nie mnie dziękujcie, ale Panu Franciszkowi.
    - A teraz już zabieram chorego do szpitala.
    - Dobrze – odrzekła Pani Kasia.
    Wtedy wyniósł lekarz na rękach Pana Adama z chatki niosąc go do powozu, którym przyjechał.
    - Dowidzenia Pani – powiedział lekarz.
    - Jutro możecie odwiedzić chorego.
    - Dowidzenia i dziękujemy bardzo ze łzami w oczach – odpowiedziała kobieta.
    I stały tak razem patrząc się jak powóz doktora znika im z oczu.
    - Mamusiu tatuś wyzdrowieje prawda? – pytała się ze łzami w oczach Agnieszka.
    - Tak kochanie musimy w to wierzyć – odpowiedziała matka córeczce.
    - Wiesz co Agnieszko jutro z samego ranka pójdziemy z kwiatkami do Pana Franciszka i mu podziękujemy za pomoc.
    - Tak mamusiu! – i ucałuje go z całych sił – z radością odrzekła Agnieszka.
    - Dobrze już dobrze – chodźmy do domku bo widzę, że jesteś przemarznięta. Zrobię ci herbaty i pomodlimy się za tatusia – tak mówiąc kobieta weszła do domu za rączkę trzymając swoją córeczkę. Myślami wciąż jednak była przy mężu, bo tak bardzo bała się o jego życie…

    Opowiadanie mojego autorstwa cz. II została napisana

    15 listopada 2005 roku

    Viola

    MOJE OPOWIADANIE „NAJPIĘKNIEJSZE SERCE” CZ. I

    W małym domku otoczonym pięknym ogródkiem mieszkała sobie bardzo szczęśliwa rodzina z małą córeczką Agnieszką. Dziewczynka zawsze tryskała ogromną radością każdego zarażając swym uśmiechem i dobrym serduszkiem. Była śliczną dziewczynką o pięknych zielonych oczkach i długich brązowych włosach. Rodzice dziewczynki byli biedni, ale za to dawali dużo miłości swojej córeczce. Ojciec Agnieszki pracował ciężko na polu u właściciela, który posiadał ogromne posiadłości i sporo własnej ziemi, on także wynajął im tą chatkę w której sobie uwili gniazdko miłości. Pani Kasia mamusia Agnieszki zajmowała się domem, piekła przepyszne ciasta słynące na całą wieś. Wszyscy żyli sobie szczęśliwie, aż do pewnego dnia, gdy ojciec Agnieszki powrócił z pracy bardzo smutny.
    - Zwrócił się wtedy do żony i córeczki:
    - Kochani straciłem pracę.
    - Ale co się stało kochany? pytała się zaniepokojona tym żona.
    - Wiesz kochanie stanąłem w obronie pewnej kobiety, prosiła właściciela
    o dzień wolny bo jej dziecko bardzo zachorowało. A on jej kazał wybierać, praca albo wolny dzień.
    - Nie mogłem na to patrzeć, więc odezwałem się do niego:
    - A co mu takiego kochanie powiedziałeś, że cię zwolnił? zapytała się żona:
    - Już ci opowiadam Kasiu.
    - Jak ta kobieta płakała zwróciłem się wtedy do właściciela tymi słowami:
    - Proszę Pana dlaczego Pan nie da wolnego dnia tej kobiecie jej synek jest ciężko chory?
    - Proszę jej dać wolne.
    - Właściciel wtedy wściekł się na mnie strasznie mówiąc do mnie:
    - Zwalniam cię zarozumialcze i uwierz mi za to że stanąłeś w obronie tej kobiety nie znajdziesz tu nigdzie pracy. Ja mam władze a ty jesteś nikim.
    - I co mu odpowiedziałeś kochanie?
    - A ja na to:
    - I tak miałem się u Pana zwolnić bo Pan nie szanuje ludzi i ma serce z kamienia.
    - Właściciel wtedy odburknął zaśmiał się i poszedł.
    Kiedy ojciec Agnieszki skończył opowiadać w chatce zapanowała cisza.
    - Pan Adam wtedy uśmiechnął się do swoich kochanych dziewczyn mówiąc:
    - Ależ nie martwcie się z pewnością znajdę sobie inną pracę, lepiej płatną.
    - Pani Kasia uśmiechnęła się przez łzy i chcąc pocieszyć męża powiedziała:
    - Jasne Adasiu, że znajdziesz nową pracę a w tym czasie jak będziesz jej szukał ja będę szyła ubrania i jakoś sobie poradzimy. Wiesz jestem z ciebie dumna, że stanąłeś w obronie tej kobiety. I tak mijały dni a ojciec Agnieszki szukał pracy, lecz wszystkie drzwi przed nim zamykano z rozkazu bogatego właściciela. Pani Kasia szyła po nocach, aby zarobić na chleb. A Agnieszka w tym czasie gorąco modliła się do Pana Boga o pomoc dla tatusia w znalezieniu pracy.
    Z każdym upływającym jednak dniem było im coraz ciężej. Ojciec dziewczynki w końcu ze zgryzoty bardzo zachorował, nie mieli na lekarstwa żadnych pieniędzy. Agnieszka wtedy z mamą pukały do każdych drzwi prosząc każdego o pomoc, lecz wszędzie zamykano im drzwi w obawie przed złym właścicielem, ponieważ wszystko należało do niego i nikt nie śmiał się mu przeciwstawić w obawie o zwolnienie z pracy. Nikt nie chciał im pomóc. Wtedy Agnieszka nie mówiąc nic nikomu udała się do właściciela, który zwolnił jej tatusia. Zapukała a drzwi otworzyła jej starsza kobieta, zapewne była kucharką.
    - Dzień dobry odezwała się Agnieszka.
    - Dzień dobry aniołku co tutaj robisz zabłądziłaś? pytała się kobieta.
    - Ależ nie proszę Pani ja szukam właściciela.
    - Nie mogę cię wpuścić odrzekła kobieta, bo mnie zwolni a mam dzieci na utrzymaniu.
    - Wtedy akurat schodził właściciel i usłyszał, że ktoś stoi w drzwiach.
    - Co tutaj się dzieje? zawołał groźnie:
    - Popatrzył się na małą dziewczynkę i zmarszczył brwi krzycząc:
    - Wynoś się ty biedaczko!
    - Agnieszka jednak stała dalej i mając oczy pełne łez nie zważając na krzyki właściciela błagała go o pomoc dla tatusia.
    - Proszę pomóc mojemu tatusiowi on jest ciężko chory ja odpracuje wszystko u Pana.
    - Ty będziesz pracować u mnie? dobre sobie.
    - A co ty mogłabyś robić u mnie? co maluchu.
    - Bawiłabym się z Panem i przynosiła kwiatki, a jak byłby Pan smutny pocieszałabym. Bo Pan nie ma dzieci przecież i pewno jest Panu smutno.
    - Właściciel wybuchnął śmiechem.
    - I myślisz, że mnie wzruszysz mam wszystko nie potrzebuje nikogo!
    - Twój ojciec zasłużył sobie na taki los!
    - Jak ja zachoruje moja rodzina przyjedzie na pewno do mnie i przy mnie będą a takiego jak ty obdartusa nie potrzebuje!
    - Dziewczynka ze łzami w oczach wtedy powiedziała do mężczyzny:
    - Jak Pan kiedyś zachoruje i nikogo przy Panu nie będzie wtedy ja przyjdę do Pana i pokaże Panu co znaczy mieć dobre serce i odeszła.
    - Mężczyzna stał jak wryty, ale po chwili nic sobie nie robiąc z tych słów poszedł czytając swoją gazetkę.
    Pani Kasia i Agnieszka siedziały nad chorym i były bardzo bezsilne. Patrzyły się na powolną śmierć ukochanej osoby. Matka dziewczynki płakała po kątach a Agnieszka modląc się dalej do Boga prosiła go o wyzdrowienie taty.
    - Kilka dni później chory wezwał swoje ukochane dziewczyny do siebie mówiąc do nich:
    - Przepraszam was za wszystko.
    - Cicho kochanie uspokajała go żona jesteś słaby nie mów tyle.
    - Wtedy Pan Adam wziął córeczkę i żonę za ręce i rzekł do nich:
    - Kocham was nad życie, dzięki wam byłem najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi, bądźcie szczęśliwe i wtedy zamknął oczy.
    - Nie! Nie! proszę kochanie obudź się krzyczała żona:
    - A Agnieszka zaczęła całować ojca po policzku ze łzami w oczach mówiąc:
    - Tatusiu kochany obudź się proszę?
    - Proszę tatusiu? a jej łzy strumieniami kapały na rękę ojca, którą trzymała…

    Opowiadanie mojego autorstwa cz. I została napisana 11 listopada 2005 roku

    Viola

    Moje opowiadanie „Marysia” cz. IV

    Autor: Viola | Moje opowiadania wtorek sty 15,2008

    MOJE OPOWIADANIE „MARYSIA” CZ. IV

    W domu zapanowała radość nie tylko z tego powodu, że Marysia i dziadek wrócili już ze szpitala zdrowi, ale także dlatego, że za kilka tygodni miał
    się odbyć ślub Pana Krzysia z Panią Beatką. A przygotowania do ślubu szły pełną parą. Uroczystość miała odbyć się w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia w świetlicy szkolnej. Marysia w szkole chwaliła się że Pani Beatka zostanie jej nową mamusią i wszyscy jej gratulowali. W tym czasie na dworze panowała nadal mroźna zima, a Marysia często z Perełką bawiła się biegając po śniegu i jeżdżąc na sankach. Któregoś dnia bawiąc się z pieskiem na dworze nagle spostrzegła w oddali koło drzewa jakąś postać, podbiegła tam i zobaczyła przemarzniętego małego chłopczyka, który leżał na śniegu ledwo żywy.
    - Kim jesteś?
    - I co tu robisz? spytała się Marysia:
    - Ja odpowiedział chłopczyk i zemdlał.
    Dziewczynka natychmiast pobiegła do domku krzycząc na cały głos:
    - Tatusiu, tatusiu chodź szybko tutaj jakiś chłopczyk leży na śniegu musisz mu pomóc.
    - Gdzie córeczko? odezwał się Pan Krzyś.
    - Tam koło drzewa wskazała paluszkiem dziewczynka.
    Na dwór wyszła także Pani Beatka z dziadkiem zastanawiając się kim jest ten chłopczyk. Ojciec Marysi poszedł po chłopca i na rękach trzymając go
    wszedł z nim do domu. Pani Beatka natychmiast zajęła się chłopcem. Ściągnęła mu przemoczone ubranie i okryła go ciepłym kocem. Pan Krzyś pojechał szybko po lekarza a Marysia zaczęła się modlić do Pana Boga o zdrowie dla chłopczyka powtarzając modlitwę kilkanaście razy.
    - Panie Boże proszę cię uratuj tego chłopczyka. Uratuj go proszę…
    Godzinę później z ojcem Marysi przyjechał lekarz i zbadał chłopca. Doktor stanowczo stwierdził, że chłopiec jest bardzo wycieńczony i wygłodzony.
    - Lekarz popatrzył się wtedy na rodzinę i rzekł:
    - On musi dużo wypoczywać, bo w takim stanie nigdzie nie zajdzie, a do szpitala bym go zabrał, ale nie mam wolnych miejsc. Pozatym trzeba zgłosić na komisariat o tym chłopcu, może rodzina go szuka. Ale nie martwcie się zajmę się tym wszystkim powiedział z wielkim uśmiechem na twarzy lekarz:
    - Dziękujemy Panie doktorze odrzekł ojciec dziewczynki. Chłopiec zostanie tutaj u nas. Odprowadzę Pana do drzwi.
    - Dowidzenia pożegnał się lekarz.
    - Dowidzenia odpowiedzieli domownicy.
    Następnego dnia Marysia opowiedziała wszystkim w klasie o nowym
    chłopcu, którego znalazła na śniegu obok swojego domku. Dzieci wypytywały się Marysi kim jest ten chłopiec, lecz dziewczynka nic nie mogła powiedzieć bo sama nic nie wiedziała. Kiedy skończyły się lekcje Marysia z mamusią szybko wracała do domu, bo chciała posiedzieć przy chłopcu. Nad chłopczykiem domownicy czuwali na zmianę. I wreszcie po dwóch dniach chłopczyk się ocknął i pierwsze słowa jakie wypowiedział to:
    - Czy mógłbym dostać coś do jedzenia?
    - Jasne odrzekła Marysia i zawołała:
    - Mamusiu, mamusiu.
    - Tak kochanie odpowiedziała Pani Beatka.
    - On się obudził i jest głodny.
    Wtedy natychmiast kobieta poszła przygotować gorący rosół, który miał wzmocnić chłopca.
    - Kiedy chłopak sobie pojadł Marysia nie wytrzymała i zapytała się go:
    - Jak masz na imię?
    - Bo ja jestem Marysia i znalazłam ciebie w śniegu.
    - Ja mam na imię Mateuszek i dziękuję ci bardzo, że mnie uratowałaś Marysiu.
    - A skąd jesteś?
    - Pytała się dalej dziewczynka:
    - Bo wiesz na pewno martwią się o ciebie twoi rodzice.
    - Mateuszek wtedy opuścił głowę i posmutniał.
    - Wiesz ja nie mam rodziców jestem sierotą i uciekłem z sierocińca, bo tam źle traktują dzieci.
    - Muszę się zbierać wystraszony mamrotał.
    - Ja nie mogę tu zostać, bo jak mnie odnajdą to odeślą do sierocińca a ja nie chcę tam wracać.
    - Nie martw się odpowiedziała Marysia nikt cię nie wyda.
    Wtedy wszedł ojciec Marysi i usłyszał ostatni kawałek rozmowy dzieci.
    - Marysiu już za późno niestety musieliśmy zgłosić, że ten chłopiec zaginął.
    Obawiam się że odeślą go z powrotem do sierocińca. Ale mam też dobrą wiadomość pozwolili mi aby został z nami na te święta.
    - Chłopiec uśmiechnął się i odrzekł:
    - Naprawdę mogę zostać u was na święta?
    - Tak jest młody człowieku możesz potwierdził Pan Krzyś.
    - Marysia ucieszyła się bardzo i podbiegła do ojca mówiąc:
    - A wiesz tatusiu jak on ma na imię?
    - No jak córeczko.
    - Mateuszek ładnie prawda.
    - Śliczne imię.
    - Witaj Mateuszku w naszych skromnych progach.
    - Dziękuję Panu odpowiedział Mateuszek.
    Od tej pory dziewczynka i chłopczyk bardzo się zaprzyjaźnili ze sobą, razem bawili się z Perełką na dworze i spędzali dużo czasu w swoim towarzystwie. Kilka dni później nastała wreszcie Wigilia. Cała rodzina ubierała wspólnie choinkę, wieszając na niej łakocie i własnoręcznie zrobione świecidełka. Marysia specjalnie dla Mateuszka zrobiła piękną laurkę z napisem: Dla mojego przybranego braciszka. Chłopczyk natomiast Marysi podarował rysunek, który sam namalował, a na nim była Marysia bawiąca się z pieskiem.
    - Piękny prezent powiedziała Marysia do chłopca otwierając prezent.
    - Dziękuję Mateuszku.
    - Proszę Marysiu.
    - Wiesz Marysiu twoja laurka jest także piękna dziękuję, że chociaż w te święta mogę być twoim braciszkiem.
    Wszyscy tak słuchali dzieci i łzy im się zakręciły w oczach. Pani Beatka i Pan Krzyś podarowali każdemu z nich także prezent. Mateuszek dostał ciepły szalik, czapeczkę, rękawiczki i nowe buty. Marysia natomiast piękną lalkę, którą nazwała Beatka na cześć swojej nowej mamusi. Dziadek także podarował dzieciom prezent, zrobił dla nich piękne sanki, które były własnoręcznie zrobione. Dzieci uradowane dziękowały za prezenty i kiedy już dorośli także powymieniali się podarunkami to Marysia z Mateuszkiem podarowali wszystkim od siebie rysunek, który namalowali wspólnie a przedstawiał on całą rodzinę. I wtedy radość i wzruszenie zapanowało w tej małej chatce. Po wspaniałej wigilii w drugi dzień świąt odbył się zaplanowany ślub Pani Beatki i Pana Krzysia. Marysia dumnie niosła do ołtarza na poduszce w kształcie serca obrączki a obok niej szedł jej przybrany braciszek. Wesele było piękne, wszyscy tryskali szczęściem i dobrze się bawili. Nawet Mateuszek zapomniał na chwilę o tym, że będzie musiał wrócić do sierocińca, poprostu czuł się w tej rodzinie bardzo szczęśliwy. Po weselu nikomu nic nie mówiąc Pan Krzyś postanowił starać się o adopcję chłopczyka, więc zaczął załatwiać potrzebne formalności. A w małej chatce w tym samym czasie Marysia i Mateuszek ze sobą się żegnali i płakali, bo przez ten krótki czas bardzo się polubili.
    - Wiesz Marysiu mówił chłopczyk:
    - Dzięki tobie i twojej rodzinie czułem się przez ten krótki czas jakbym miał naprawdę mamę, tatę, siostrę i dziadka.
    - Marysia popłakała się i powiedziała do Mateuszka:
    - Ja bym bardzo chciała, abyś został tutaj z nami na zawsze.
    Wtedy oboje przytulili się do siebie i usiedli razem z Perełką przy kominku nic nie mówiąc. Trzymając się za rączki patrzyli tak na ogień i w takiej chwili było im bardzo smutno. Kiedy tak siedzieli sobie do domu wszedł ojciec Marysi. Zebrał wszystkich do dużego pokoju i powiedział:
    - Mam dla wszystkich wspaniałą wiadomość, ale najpierw muszę zapytać się ciebie Mateuszku o coś:
    - Czy chciałabyś z nami zostać, ale już na zawsze?
    Wszyscy stali nieruchomo a Mateuszek rozpłakał się ledwo odpowiadając:
    - Tak bardzo bym chciał zostać z wami.
    - A więc synku adoptowaliśmy cię i zostaniesz tutaj, od tej pory jesteśmy twoją nową rodziną. Wtedy wszyscy zaczęli nagle płakać ze szczęścia a Marysia uwiesiła się Mateuszkowi na szyję wołając:
    - Braciszku mój kochany.
    - A chłopczyk ściskając Marysię wołał do niej:
    - Moja siostrzyczko kochana.
    Potem wszyscy przytulili się do siebie a Mateuszek wykrzyknął:
    - Mam tatusia, mamusię, siostrzyczkę i dziadka, mam własną rodzinę!
    I tak oto powiększyła się ich rodzina a Marysia nie tylko odzyskała ojca i miała nową mamusię, ale także zyskała nowego braciszka.

    Koniec

    Opowiadanie mojego autrostwa cz. IV została napisana

    9 listopada 2005 roku

    Viola

    Moje opowiadanie “Marysia” cz. III

    Autor: Viola | Moje opowiadania poniedziałek sty 14,2008

    MOJE OPOWIADANIE „MARYSIA” CZ. III

    Kiedy wreszcie Marysia odzyskała ojca czuła się cudownie. Pan Krzyś także był szczęśliwy i przy swojej córeczce pomału zaczynał odzyskiwać pamięć. Teraz razem nadrabiali utracony czas ciesząc się swoją obecnością i nawzajem się poznając. Wszędzie gdzie chodzili Perełka razem z nimi też była. Pan Krzyś nawet nie wiedział, że będzie miał córeczkę, bo kiedy wyjeżdżał na wojnę nie miał pojęcia, że jego żona jest w ciąży. Siedząc razem z dziadkiem patrzył się tak na córeczkę bawiącą się z pieskiem i uśmiechającą się i płakał ze szczęścia. Dziadek także był bardzo szczęśliwy bo już nie bał się o Marysię, teraz wiedział że ma ojca który się zajmie nią jakby jego zabrakło. Kiedy nastał wieczór dziadek przygotowywał kolację, a dziewczynka siedząc na kolanach ojca opowiedziała mu o Pani Beatce, że bardzo jej pomagała i że była na wigilii. Pan Krzysztof bardzo chciał poznać tą Panią nauczycielkę i podziękować osobiście jej za opiekę nad Marysią. Dlatego poprosił córeczkę, aby zaprosiła Panią Beatkę na niedzielny obiad. Dziewczynka zgodziła się i była uradowana, że tatuś chce poznać nauczycielkę. Po zjedzonej wspólnie kolacji ojciec położył Marysię spać i opowiedział jej bajkę o czerwonym kapturku, potem pocałował na dobranoc, a kiedy już miał odchodzić Marysia mocno przytuliła się do niego i powiedziała:
    - Kochany tatusiu kocham cię.
    - Ojciec odpowiedział Marysi:
    - Kochana córeczko ja też bardzo cię kocham i jestem bardzo szczęśliwy że cię mam. No a teraz musisz spać młoda damo bo jutro musisz rano wstać do szkoły. No i masz zadanie do spełnienia. Pamiętasz córeczko.
    - Tak jest pamiętam tatusiu odrzekła Marysia uśmiechając się słodko.
    Następnego dnia Marysia poszła do szkoły i o tym że dziewczynka odnalazła ojca wiedzieli już od kilku dni wszyscy na wsi. W szkole dziewczynka chwaliła się tatą a wszyscy gratulowali jej że odzyskała ojca. Marysia jak tylko zobaczyła nauczycielkę opowiedziała jej o tacie i zaprosiła ją na obiad w niedziele do nich. Nauczycielka zgodziła się i była bardzo ciekawa jak wygląda Pan Krzysztof. Kiedy po wspaniałym dniu wróciła ze szkoły opowiadając tacie, że Pani Beatka zgodziła się przyjść na obiad niedzielny to cała buchała radością. Kiedy przyszła wreszcie niedziela Pan Krzyś krzątał się po całym domu i czekał z niecierpliwością na Panią Beatkę.
    Marysia się tylko uśmiechała mówiąc do taty:
    - Tatusiu, ale ty się denerwujesz.
    - Ja Marysiu, ależ skąd odburknął zdenerwowany.
    - Marysia jednak uśmiechnęła się i powiedziała słodziutkim głosem do ojca:
    - Kochany tatusiu no przecież widzę, że się przejmujesz wizytą Pani Beatki, wiesz ona jest bardzo ładna i miła na pewno ci się spodoba. Ojciec wtedy pomruczał coś przed nosem i poszedł się ubierać. A dziadek i Marysia buchnęli śmiechem widząc jak bezradnie próbował zawiązać sobie krawat. Kiedy jednak już zbliżała się pora obiadu do drzwi zapukała Pani Beatka, otworzył jej oczywiście Pan Krzyś. W progu przywitali się a stojąc tak patrzyli się na siebie zauroczeni. Było widać, że spodobali się sobie, bo przez cały obiad nie odrywali wzroku od siebie. Marysia cieszyła się że tacie spodobała się Pani Beatka i już w planach uknuła sobie, że może uda się jej ich złączyć, bo bardzo chciała, żeby Pani Beatka została jej nową mamusią. Od tamtej niedzieli nauczycielka była częstym gościem w domu Marysi i wszyscy spędzali ze sobą świetnie czas a miłość pomiędzy nauczycielką i ojcem Marysi rosła. I tak mijały im miesiące na poznawaniu się. W końcu zaczęły zbliżać się święta Bożego Narodzenia i nastała bardzo sroga zima. Pewnego zimnego i mroźnego dnia wydarzył się wypadek. Tatuś Marysi pracował i akurat nie było go w domu a dziadek sięgając po konfitury spadł ze stołka i przewracając się stracił przytomność. Kiedy Marysia wróciła ze szkoły zobaczyła dziadka leżącego na podłodze i nieprzytomnego. Dziewczynka nie wiedziała co robić w końcu nie zastanawiając się wybiegła w tą śnieżycę po pomoc a za nią wybiegła Perełka. Kiedy tak biegła w tej śnieżycy to się zgubiła i błądząc nie wiedziała gdzie jest. Nagle zaczęło jej się robić bardzo zimno, płakała i potknęła się o kamień upadając na ziemię. Nagle poczuła, że nie może się ruszyć bo bardzo bolała ją noga i wtedy straciła przytomność. Ale za to piesek pobiegł w kierunku domku po pomoc. W tym czasie kiedy Marysia leżała w śniegu do domu wrócił ojciec Marysi zobaczył dziadka leżącego na podłodze i natychmiast zawiózł go do szpitala. Nie chciał jednak, żeby Marysia została sama w domu na noc więc
    wstąpił po Panią Beatkę prosząc ją o popilnowanie Marysi a on w tym czasie zostałby z dziadkiem w szpitalu. Kobieta zgodziła się i razem pojechali do domku, lecz Marysi w nim nie było trochę się zaniepokoili tym i nagle usłyszeli szczekanie Perełki. Piesek był cały zmarznięty, ale nie chciał wejść do domu tylko szczekał. Obydwoje natychmiast zrozumieli, że coś się stało Marysi.
    - Pan Krzyś powiedział do Perełki:
    - Piesku pokaż nam gdzie jest Marysia. Perełka natychmiast zaczęła wtedy biec a oni za nią. Prowadzeni przez pieska dotarli na miejsce i zobaczyli Marysię leżącą nieruchomo na śniegu. Wtedy Pan Krzyś wziął córeczkę na ręce i natychmiast zabrał ją do szpitala. W tym czasie dziadek powracał do zdrowia, lecz w trójkę strasznie przeżywali, że dziewczynka się nie budzi. Wszyscy byli bardzo smutni i płakali, lecz ciągle żyli nadzieją. Po kilku dniach dziewczynka wreszcie się obudziła i zobaczyła tatę i Panią Beatkę nad sobą i z uśmiechem na twarzy rzekła:
    - Wiecie co kochani:
    - Tak Marysiu odpowiedzieli szczęśliwi widząc Marysię przebudzoną.
    - Chciałabym abyście już zawsze ze mną tak byli.
    - Tatusiu ożenisz się z Panią Beatką?
    - Chcę bardzo aby była moją mamusią.
    - Ojciec spojrzał na Panią Beatkę i odrzekł córeczce:
    - Chorej nie można odmawiać jasne, że się zgadzam.
    - A Pani Beatka uśmiechnęła się i kiwnęła głową na zgodę.
    - Wtedy Marysia wzięła ich za ręce i powiedziała:
    - Mam mamusię i tatusia i z uśmiechem na twarzy zasnęła.

    Opowiadanie mojego autorstwa cz. III została napisana

    6 listopada 2005 roku

    Viola

    Moje opowiadanie „Marysia” cz. II

    Autor: Viola | Moje opowiadania niedziela sty 13,2008

    MOJE OPOWIADANIE „MARYSIA” CZ. II

    Po Nowym roku nastała bardzo sroga zima. Marysia po przerwie świątecznej wróciła do szkoły ubierając się w nową sukienkę którą dostała od Pani Beatki. Dumnie krocząc korytarzem, czuła się wtedy wspaniale a wszystkie koleżanki z klasy były zachwycone piękną sukienką Marysi. Dziewczynka pochwaliła się także że dostała od Mikołaja pod choinkę pieska , który ma na imię Perełka. Niestety koleżanki wybuchnęły śmiechem i jedna z nich rzekła:
    - Marysiu Świętego Mikołaja nie ma to rodzice dają prezenty pewno dziadek ci go dał. Marysia jednak nie chcąc się sprzeczać i tak wiedziała, że to Święty Mikołaj podarował jej pieska. I tak Marysi upłynął dzień w szkole. Po lekcjach dziewczynka wracała ze szkoły bardzo uśmiechnięta bo dzisiejszego dnia umówiła się z koleżankami na sanki. Wracając do domu już nie mogła doczekać się spotkania z pieskiem. Kiedy już dotarła do chatki dziadek przywitał Marysię uśmiechem i mocno ją przytulił a piesek merdając ogonkiem szybko podbiegł do dziewczynki, a ona wzięła pieska na rączki i mocno go ucałowała. Radosna zaczęła opowiadać dziadkowi o tym, jak czuła się wspaniale w nowej sukience i że koleżankom podobała się także ta sukienka.
    - Tylko wiesz co dziadku mówiła Marysia:
    - Koleżanki nie uwierzyły mi, że Perełka jest od Mikołaja.
    - Dziadek uśmiechnął się i odpowiedział:
    - A co tobie Marysiu mówi serduszko?
    - No serduszko mi mówi, że to Mikołaj mi go podarował.
    - A więc odpowiedział dziadek skoro serduszko ci tak mówi, więc to był z pewnością Święty Mikołaj.
    Staruszek słuchając dalej opowiadań wnuczki podał do jedzenia jej ulubioną zupę pomidorówkę. Po zjedzonym obiedzie Marysia poprosiła dziadka o wyjście na dwór i pobawienie się z koleżankami z klasy. Dziadek oczywiście się zgodził i cieszył się że nareszcie Marysia ma koleżanki z którymi może się pobawić. I długo się nie zastanawiając dziewczynka ubrała się ciepło i wybiegła cała rozpromieniona na dwór. Na dworze razem z koleżankami świetnie się bawiła. Dziewczynki jeździły na sankach a potem wspólnie wymyśliły zabawę w chowanego. Kiedy zaczęło się odliczanie Marysia postanowiła schować się trochę dalej więc ukryła się w małym lasku. Odwróciła się jednak w drugą stronę i wtedy spostrzegła małą chatkę a z komina wydobywał się dym więc pomyślała sobie, że ktoś tam pewnie mieszka. Zaintrygowało to Marysię i zapominając o zabawie i koleżankach podeszła do chatki. A kiedy zbliżyła się już dosyć blisko do drzwi nagle z domku wyszedł mężczyzna i obydwoje spojrzeli na siebie posyłając w swoje strony uśmiech. Dziewczynka o dziwo wcale się nie przestraszyła tego mężczyzny z bródką i długimi wąsami. Od razu się przedstawiła.
    - Mam na imię Marysia odrzekła.
    - Mężczyzna odpowiedział:
    - A ja młoda damo mam na imię Krzysztof. Widzę, że zmarzłaś Marysiu odrzekł mężczyzna i uśmiechnął się tak pięknie. Może wejdziesz na gorącą czekoladę do mnie i się zagrzejesz przy kominku. Marysia przystała na tą propozycję nieznajomego sama nie wiedząc czemu. Kiedy już tak sobie siedzieli i popijali gorącą czekoladę mężczyzna zaczął opowiadać o sobie.
    - Wiesz Marysiu odrzekł nieznajomy:
    - Ja nie pamiętam kim jestem straciłem pamięć i jakoś dziwnym trafem los mnie tu zaprowadził chciałem uciec od tych wszystkich lekarzy i tu zamieszkałem w tej chatce którą kupiłem za zarobione ciężko pieniądze. Dziewczynce zrobiło się bardzo żal nieznajomego, że stracił pamięć i nie ma nikogo i wtedy postanowiła że będzie go odwiedzać. Pożegnawszy się z Panem Krzysiem Marysia pobiegła do domu cała rozpromieniona. W domu opowiedziała dziadkowi o tym jak poznała nieznajomego i że stracił pamięć, dziadek na chwilkę zamyślił się i odpowiedział wnuczce:
    - Zwyczaj mówi, że trzeba nowego sąsiada odwiedzić a więc upieczemy ciasto i pójdziemy jutro tam razem i ja też poznam tego Pana Krzysia. A teraz idź coś zjedz i do łóżka spać się połóż Marysiu. Dziewczynka uradowana podziękowała dziadkowi i zjadła szybko kolację, pobawiła się z pieskiem, umyła się i położyła spać, myślami jednak błądząc o tym kim może być Pan Krzyś. Następnego dnia po szkole wróciła szybko do domu i po obiedzie upiekli z dziadkiem ciasto i poszli w odwiedziny do nieznajomego. Kiedy dotarli na miejsce zapukali do drzwi, które otworzył Pan Krzyś. Dziadek jak zobaczył mężczyznę o mało co nie zemdlał, Pan Krzyś szybko pomógł staruszkowi usiąść na krześle podając mu wodę do picia.
    - Nic Panu nie jest? spytał się nieznajomy mężczyzna.
    - Staruszek był cały blady, ale odrzekł: Proszę dać mi chwilkę zaraz będzie mi lepiej. Kiedy już w trójkę siedzieli sobie to dziadek zaczął płakać, wziął ich obydwoje za ręce i powiedział:
    - Krzysztofie szukaliśmy cię długo odnalazłeś się w końcu teraz poznaj swoją córkę. Marysia jest twoją córeczką. Pan Krzysztof choć stracił pamięć jakoś dziwnie czuł, że staruszek mówi prawdę, serce mu mówiło, że Marysia jest jego córeczką. Po chwili staruszek popatrzył się na wnuczkę i odrzekł jej:
    - Marysiu to jest twój zaginiony ojciec.
    Marysia nie mogąc w to uwierzyć zdziwiona odrzekła:
    - Ależ dziadku mój tatuś nie żyje odpowiedziała.
    - Dziadek odrzekł jednak Marysi:
    - Kochane dziecko twoja mamusia wyszła powtórnie zamąż bo myśleliśmy,
    że twój prawdziwy tata zginął na wojnie. Nic ci nie mówiłem o twoim prawdziwym ojcu bo znałaś tylko jednego ojca chciałem ci w swoim czasie opowiedzieć o twoim ojcu i czekałem z tym jak podrośniesz.
    Wtedy nastała długa cisza zarówno mężczyzna jak i Marysia spojrzeli na siebie i rozpłakali się a chwilkę później już byli w swoich objęciach.
    - Tatusiu kochany mówiła Marysia.
    - Córeczko moja ze łzami w oczach mówił Pan Krzyś.

    Opowiadanie mojego autorstwa cz. II została napisana

    2 listopada 2005 roku

    Viola

    Moje opowiadanie „Marysia” cz. I

    Autor: Viola | Moje opowiadania sobota sty 12,2008

    MOJE OPOWIADANIE „MARYSIA” CZ. I

    W pewnej w małej chatce żyła sobie mała dziewczynka, a na imię jej było Marysia. Była śliczną dziewczynką o niebieskich oczkach i blond włosach. Jej rodzice pomarli a Marysia mieszkała wraz z dziadkiem, który był jedyną jej rodziną. Wprawdzie dziadek ją bardzo kochał, to i tak Marysia czuła się czasem bardzo samotna, ponieważ brakowało jej towarzystwa dzieci. Marysia chodziła czasami z dziadkiem do sąsiadów, wtedy miała możliwość pobawienia się z ich dziećmi, lecz one bawiąc się z nią śmiały się z Marysi, że ma ciągle tą samą sukienkę. Wprawdzie dziadek starał się ubierać jak tylko potrafił Marysię to jednak był bardzo biedny i kupował jej tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Marysia starała się nie zwracać na to uwagi choć było jej bardzo przykro, że dzieci tak się z niej śmieją. Zawsze jednak bardzo cieszyła się jak po wizycie u sąsiada dziadek zabierał ją do sklepiku i kupował ciasteczka które uwielbiała jeść. Staruszek starał się jak tylko mógł, aby Marysia była szczęśliwa, lecz mimo ogromnych chęci nie mógł jej zapewnić matczynej miłości, której tak bardzo potrzebowała. Dziewczynka każdego dnia chodziła do szkoły i bardzo lubiła swoją wychowawczynię Panią Beatkę, która także polubiła dziewczynkę i zawsze jej pomagała w lekcjach. Pani Beatka mieszkała w wynajętym pokoiku i żyła sobie skromnie, wiedziała co czuje Marysia bo sama wychowywała się bez rodziców, dlatego czując jak bardzo Marysi brakuje matki, często odwiedzała dziewczynkę i jej dziadka zawsze przynosząc Marysi piękne bajki do poczytania i jakieś łakocie. W ten sposób dziewczynka i nauczycielka zaprzyjaźniły się ze sobą. Marysia po szkole często bawiła się sama na starym strychu, miała tam swój mały kącik zabaw i marzyła o małym piesku od Świętego Mikołaja, każdego roku pisząc do Mikołaja list, lecz nigdy nic nie dostawała. Dziewczynka jednak wierzyła w Mikołaja i dlatego każdego roku czekała cierpliwie, aż Mikołaj przeczyta jej list. Kiedy przyszła zima i zaczęły zbliżać się święta dziadek widząc ogromną przyjaźń pomiędzy wnuczką a nauczycielką zaprosił Panią Beatkę na Wigilię. Kobieta przyjęła zaproszenie bo i tak pewno siedziałaby sama w ten dzień a tak pomyślała sobie, że chociaż spędzi święta ze wspaniałymi ludźmi, którzy w pewien sposób stali się dla niej jak rodzina. Kiedy przyszła Wigilia pod choinką oprócz prezentu od dziadka i Pani Beatki czekał jeszcze jeden prezent dla Marysi, nawet dziadek i Pani Beatka byli zdziwieni tym prezentem, pomyśleli sobie wtedy że to Święty Mikołaj zostawił dla Marysi podarunek bo nikt inny im do głowy nie przychodził. Ucieszona dziewczynka rozpakowała szybko najpierw prezent od Pani Beatki była to sukienka uszyta przez nauczycielkę dla Marysi, a od dziadka dostała cukierki. Zadowolona podbiegła do obojga podziękowała i ucałowała ich wręczając im laurki jakie sama dla nich zrobiła pod choinkę. Oni także podziękowali Marysi tuląc ją w ramionach. Teraz już tylko został jej jeszcze jeden prezent do rozpakowania, który zostawiła sobie na sam koniec. Kiedy go zaczęła rozpakowywać rączki jej się trzęsły bo czuła, że to prezent od Świętego Mikołaja i nagle jej oczom ukazał się prześliczny mały piesek. Szczęśliwa Marysia wzięła pieska na rączki i wykrzyczała:
    - Dziękuję Święty Mikołaju to najwspanialszy prezent jaki mogłam dostać.
    Uśmiechnięta i pełna radości zaczęła bawić się z nowym pieskiem nadając
    mu imię Perełka. I tak minęły im święta pełne radości i szczęścia, a cała trójka czuła się w ten czas świąt jak prawdziwa rodzina.

    Opowiadanie mojego autorstwa cz. I została napisana 28

    października 2005 roku

    Viola

    Moje opowiadanie „Lek na wszystko”

    Autor: Viola | Moje opowiadania wtorek sty 8,2008

    „LEK NA WSZYSTKO”

    Pewnego dnia został porzucony przez matkę młody chłopak i miał duże kłopoty z zaakceptowaniem nowej rodziny, która go przyjęła do swego domu i adoptowała. Nie potrafił pokochać swojej matki, ponieważ zawsze jak chciał to uczucie wyrazić słowem lub czynem, pojawiała się u niego jakaś dziwna nienawiść i złość. Chłopak także buntował się wobec Pana Boga, którego obarczał winą za to, co się stało z nim.
    Jednak chciał sobie jakoś pomóc, więc udał się do swojego jedynego przyjaciela jakiego miał, prosząc go o pomoc i radę. Przyjaciel wysłuchawszy chłopaka spokojnie odpowiedział: Czemu prosisz mnie o siłę, abyś mógł się zmuszać do kochania swojej rodziny. Raczej poproś o miłość, abyś umiał kochać i Boga, i swoich rodziców, i nowych przyjaciół. Bo jeśli będziesz kochał trochę więcej, będziesz cierpiał mniej. Musisz zrozumieć, że jeśli pokochasz ich jeszcze więcej, to z twojego cierpienia wytryśnie ogromna radość, a wraz z nią życie. A więc naucz się wybaczać i kochać oto doskonały lek na wszystko. Chłopak uśmiechnął się i powiedział: Dziękuję Ci za te słowa jesteś najlepszym przyjacielem jakiego miałem, masz rację jeśli chce być szczęśliwy muszę nauczyć się wybaczać i kochać.

    opowiadanie mojego autorstwa napisane 17 października 2005 roku

    Viola

    WITAJ MIŁY GOŚCIU

    Chcę z Tobą spędzić święta – Majka Jeżowska i De Mono

    Tyle duszyczek odwiedziło moją stronkę 2 071 934

    CHRISTMAS

    Krzysztof Krawczyk – Gdy Śliczna Panna

    CHOINKA

    Współczesna choinka, przybrana świeczkami i innymi ozdobami pojawiła się najwcześniej na ziemiach niemieckich. Jej ojczyzną była najprawdopodobniej Alzacja. Tam właśnie zwyczaj polegający na wnoszeniu do domu wiecznie zielonej gałęzi i wieszaniu jej przy suficie został zastąpiony w XV lub XVI wieku stojącym drzewkiem wigilijnym. Zwyczaj przystrajania drzewka wigilijnego rozpowszechnił się zapewne na przełomie XVIII i XIX wieku. Wieczne zielone drzewko jest symbolem nadziei, długowieczności a także czarodziejskiej mocy przed złem. Ozdoby choinkowe też mają swoje znaczenie. Gwiazdka - przypomina gwiazdę Betlejemską i jest symbolem narodzenia i czystości. Lampki albo świece - przypominają o przyjściu na świat Światłości czyli Jezusa. Są też symbolem ogniska domowego. Łańcuch symbolizuje węża - kusiciela.
    DZIĘKUJĘ ZA ODWIEDZINY I ZAPRASZAM PONOWNIE Magia świąt to dziecięca wiara w Świętego Mikołaja, spokojna rozmowa z bliskimi przy kominku, rozleniwiony telefon, zaspany budzik i śnieg, który nie jest utrapieniem. Miły Gościu życzę Ci Magicznych Świąt Bożego Narodzenia.