Magia Świąt Bożego Narodzenia

Magia Świąt Bożego Narodzenia

Kategorie

  • Adwent
  • Anioły
  • Święto Trzech Króli
  • Święty Mikołaj
  • Życzenia świąteczne
  • Życzenia świąteczne na wesoło
  • Życzenia świąteczne pisane wierszem
  • Życzenia Mikołajkowe
  • Życzenia noworoczne
  • Ciekawe poropozycje na kupienie prezentów pod choinkę
  • Gifki świąteczne
  • Gify Aniołki
  • Gify świąteczne
  • Gify świąteczne z bombkami
  • Gify świąteczne z dzwoneczkami
  • Gify świąteczne z kotkami i pieskami
  • Gify świąteczne z liniami
  • Gify świąteczne z postaciami z bajek
  • Gify świąteczne z wieńcami
  • Gify bałwanki
  • Gify choinki
  • Gify Mikołaje
  • Gify noworoczne
  • Gify szopki
  • Historia kartek świątecznych
  • Modlitwy
  • Moja modlitwa do Boga za wszystkich ludzi
  • Moje opowiadania
  • Moje wiersze o Bożym Narodzeniu
  • Moje wiersze o miłości
  • Moje wiersze o nadziei, marzeniach, przebaczaniu
  • Moje wspomnienie Wigilii z lat dzieciństwa
  • Obrazki świąteczne
  • Obrazki z choinką
  • Obrazki z Mikołajem
  • Obrazki z postaciami z bajek
  • Obrazki z zimą
  • Odliczanie do świąt
  • Oglądnij świąteczne bajki
  • Opisy świąteczne na gadu-gadu
  • Perełki Bożonarodzeniowe
  • Piękne świąteczne opowieści
  • Piękne opowieści dla ducha
  • Posłuchaj pięknych kolęd
  • Posłuchaj piosenek świątecznych
  • Przebaczenie
  • Przepisy świąteczne
  • Przepisy świąteczne na ciasteczka
  • Przepisy świąteczne na dania
  • Przepisy na babki
  • Przepisy na jabłeczniki i szarlotki
  • Przepisy na makowce
  • Przepisy na pierniczki
  • Przepisy na pyszne ciasta
  • Przepisy na różne pyszne słodkości
  • Przepisy na sałatki i surówki
  • Przepisy na serniki
  • Przepisy na torty
  • Sposoby pakowania prezentów
  • Szopka
  • Torty dla dzieci
  • Uwierz w magię świąt
  • Wiersze o świętach znanych i nieznanych pisarzy
  • Wigilia
  • Wigilia w innych krajach
  • Wigilijne przysłowia oraz wróżby
  • Witam wszystkich bardzo serdecznie na mojej stronce
  • Wyślij sms-y z życzeniami na Święta Bożego Narodzenia
  • Zima
  • Zrób sam(a) kartkę świąteczną
  • Zrób sam(a) ozdoby na choinkę
  • Zrób sam(a) prezenty pod choinkę
  • Zwyczaje Bożego Narodzenia
  • Piękne opowieści dla ducha

    Czy mi pomożesz?

    Autor: Viola | Piękne opowieści dla ducha czwartek lut 25,2010

    anioll2Czy mi pomożesz?

    W 1989 roku trzęsienie ziemi o sile 8,2 stopnia w skali Richtera niemal nie zrównało z ziemią Armenii. W niecałe cztery minuty zginęło ponad 30 tysięcy ludzi. Wśród panującego zamętu i zniszczenia pewien człowiek zostawił żonę bezpiecznie w domu i pobiegł do szkoły, gdzie miał przebywać jego syn. Dotarłszy na miejsce zobaczył, że budynek został kompletnie zniszczony.

    Czytaj dalej »

    Cztery Kamienie

    Autor: Viola | Piękne opowieści dla ducha sobota sty 16,2010

    ange020Cztery kamienie

    Kiedy była małą dziewczynką dziadek zabierał ją nad rzekę. Siadali razem pod wielkim dębem i układali przedziwne historie. Pewnego dnia dziadek opowiedział małej o zdarzeniu, które wydarzyło się dawno temu, kiedy był bardzo młody.

    Czytaj dalej »

    anioll3

     

    ”Tam, gdzie spadają anioły” (fragment) Dorota Terakowska

    Mamo! Mamusiu! Anioły fruną po niebie! – krzyczała Ewa, wbiegając do pracowni matki. Kolebała się zabawnie na swych krótkich, niepewnych nóżkach i Anna pomyślała z rozbawieniem, że mata ma kaczy chód. Oczywiście, wyrośnie z tego, skończyła dopiero pięć lat… Zerknęła na córeczkę, uśmiechnęła się z pobłażliwą czułością i wróciła do pracy.

    Czytaj dalej »

    Czas Przeznaczenia

    Autor: Viola | Anioły, Piękne opowieści dla ducha wtorek wrz 29,2009

    anioll2

    Czas Przeznaczenia

    Dawno temu był sobie człowiek, który nie chciał mieć własnego
    Anioła Stróża i robił wszystko, aby się go pozbyć.
    Kąpał się w najgłębszych jeziorach, wystawiał na błyskawice,
    błądził w najgłębszych lasach. Zawsze w ostatniej chwili czyjaś
    dłoń wyławiała go z zimnej wody, wyprowadzała z ciemności,
    chroniła przed piorunami. Anioł przychodził do niego w snach
    błyszczący i pewny siebie. „Ja jestem, tak jak byłem i będę
    dopóki świat się nie skończy” – powtarzał. Pewnego dnia człowiek
    wszedł na Najwyższą Górę Świata i skoczył. Lecąc w dół
    pomyślał, że nareszcie pozbędzie się swojego Anioła i
    już go nikt nie ochroni. Nagle zauważył, że przestał
    spadać i unosi się w powietrzu.
    -Chyba fruwam – powiedział na głos.
    -Fruwamy – poprawił Anioł, który trzymał go mocno w objęciach.
    -Po co to wszystko? – zapytał wtedy zaciekawiony człowiek.
    -Po to, aby ci pokazać, że możesz się mnie pozbyć tylko wtedy,
    kiedy nadejdzie na to odpowiedni czas – odpowiedział spokojnie Anioł.
    -Jaki czas? -zapytał gorączkowo zaniepokojony człowiek.
    -Czas przeznaczenia – odpowiedział Anioł i puścił człowieka.

    Kimkolwiek Jesteś, Kocham Cię!

    Autor: Viola | Piękne opowieści dla ducha niedziela lut 22,2009

    KIMKOLWIEK JESTEŚ, KOCHAM CIĘ!

    Po cichej uliczce wielkiego miasta szedł sobie
    drobny staruszek, powłócząc nogami w jesienne
    popołudnie. Zeschłe liście przypominały mu
    każde przeszłe lato. Przed sobą miał długą,
    samotną noc w oczekiwaniu na kolejny czerwiec.
    Aż nagle w stercie liści w pobliżu sierocińca,
    mała kartka papieru zwabiła jego wzrok.
    Zatrzymał się więc i podniósł ją trzęsącymi
    się dłońmi. Czytając dziecinne literki, starzec
    wybuchnął płaczem, bo słowa paliły jego
    wnętrze niczym piętno.

    „Kimkolwiek jest ten, kto to znalazł niech
    wie, że go kocham. Kimkolwiek jest ten,
    kto to znalazł, niech wie, że go potrzebuję.
    Nie mam nawet z kim zamienić słowa,
    więc ten, kto to znajdzie, niech
    wie, że go kocham!”

    Oczy staruszka spoczęły na budynku sierocińca i
    dostrzegły małą dziewczynkę z nosem smętnie
    przyklejonym do szyby. I wiedział już, że wreszcie
    znalazł przyjaciółkę. Więc pomachał do niej i posłał
    jej jasny uśmiech. Oboje wiedzieli też, że spędzą
    zimę razem, naśmiewając się z deszczu. Naprawdę
    spędzili zimę, śmiejąc się z niepogody. Rozmawiając
    przez płot i obsypując się drobnymi podarkami,
    które dla siebie zrobili. Staruszek rzeźbił dla niej
    przepiękne zabawki, dziewczynka zaś rysowała
    mu obrazki, na których piękne panie spacerowały
    w słońcu i zieleni drzew, i oboje dużo się śmiali.
    Lecz dnia pierwszego czerwca dziewczynka
    podbiegła do płotu, by pokazać starcowi swój
    nowy rysunek, a jego tam nie było. Przeczuwała
    jakoś, że on już nie wróci, podbiegła więc
    do pokoju, wzięła kredki i papier i napisała…

    „Kimkolwiek jest ten, kto to znalazł niech
    wie, że go kocham. Kimkolwiek jest ten,
    kto to znalazł, niech wie, że go potrzebuję.
    Nie mam nawet z kim zamienić słowa,
    więc ten, kto to znajdzie, niech
    wie, że go kocham!”

    autor nieznany

    Najpiękniejsze serce

    Autor: Viola | Piękne opowieści dla ducha wtorek sty 13,2009

    NAJPIĘKNIEJSZE SERCE

    Pewien młodzieniec chwalił się że ma najpiękniejsze serce w dolinie. Chwalił się nim na rynku i zebrał się ogromny tłum by je podziwiać bowiem było w swym kształcie perfekcyjne. Nie miało żadnej skazy, było przepiękne, gładkie błyszczące. Biło bardzo żywo. Chłopak krzyczał na cały głos że nikt nie ma piękniejszego serca od niego i wszyscy mu potakiwali bowiem jego serce było idealne. Jednak w pewnym momencie jakiś starzec z tłumu krzyknął: Dlaczego twierdzisz że twoje serce jest najpiękniejsze skoro moje jest o wiele piękniejsze od twojego. Młodzieniec bardzo się zdziwił słysząc te słowa a potem spojrzał na serce starca i się zaśmiał. Serce starca biło bardzo żywo, być może nawet żywiej od serca młodzieńca, ale było to serce poorane rozlicznymi bruzdami, serce w którym było wiele brakujących kawałków. Wiele też w nim było kawałków które do tegoż serca nie pasowały. Było to serce brzydkie które w żaden sposób nie mogło się równać z nieskazitelnym sercem młodzieńca. Chłopak zapytał się dlaczego starzec uważa że jego serce jest piękniejsze skoro wszyscy widzą, że nie jest ono nawet w części tak piękne jak jego własne serce. Wtedy starzec rzekł, że w życiu nie zamieniłby tego serca na serce młodzieńca. Powiedział też aby młodzieniec spojrzał na jego serce i wskazując na blizny rzekł. Widzisz te blizny i brakujące kawałki. Nie ma ich tu dlatego, że ofiarowałem je z miłości dla wielu osób a niesie to ryzyko bo często się zdarza, że sami ofiarowujemy uczucie dla innych, ale oni nie dają nam nic w zamian. Stąd te blizny bo choć dałem im część swojego serca, oni nie dali mi nic. Jeśli natomiast spojrzysz uważnie dostrzeżesz, że wiele kawałków do mojego serca niezupełnie pasuje. Są to kawałki serca innych, które oni mi ofiarowali i które znalazły stałe miejsce w moim sercu. Dlatego moje serce jest piękniejsze od twojego. Natomiast te bruzdy, które widzisz zrobili ludzie nieczuli, ludzie, którzy mnie zranili. Wtedy młodzieniec spojrzał na starca, zrozumiał i zapłakał. Potem wziął kawałek swojego przepięknego serca i ofiarował go starcowi, a starzec zrobił to samo. Padli sobie w ramiona i rozpłakali się po czym odeszli razem w wielkiej przyjaźni. Młodzieniec włożył część serca starca do swojego serca w miejsce brakującego kawałka który dał starcowi. Ten nowy kawałek pasował tam, choć nie idealnie, co zmąciło doskonałą harmonię serca młodzieńca. Nigdy jednak wcześniej serce młodzieńca nie było tak piękne jak w tym momencie i młodzieniec dopiero teraz to zrozumiał.

    „Pracuj tak, jakbyś nigdy nie potrzebował
    pieniędzy, tańcz tak jakby nikt na ciebie
    nie patrzył i zawsze kochaj tak jakbyś
    nigdy wcześniej nie kochał”

    OPOWIADANIE „TAM, GDZIE JEST MIŁOŚĆ, JEST
    TEŻ DOSTATEK I SUKCES”

    Pewna kobieta podlewała rośliny w swoim ogrodzie, kiedy zobaczyła trzech staruszków, z wypisanymi na twarzy latami doświadczeń, którzy stali
    naprzeciw jej ogrodu.

    Ona nie znała ich, więc powiedziała:

    - Nie wydaje mi się, abym was znała, ale musicie być głodni.

    Wejdźcie, proszę, do domu i zjedzcie coś.

    Oni odpowiedzieli:

    - Nie ma w domu męża?

    - Nie, odpoczywa, nie ma go w domu.

    - W takim razie nie możemy wejść – odpowiedzieli.

    Przed zmierzchem, kiedy mąż wrócił do domu, kobieta opowiedziała mu to,
    co się zdarzyło.

    - A więc, skoro wróciłem, zatem poproś ich teraz, aby
    weszli.

    Kobieta wyszła, aby zaprosić trzech męźczyzn do domu.

    - Nie możemy wejść wszyscy do domu – wyjaśnili staruszkowie.

    - Dlaczego? – chciała się dowiedzieć kobieta.

    Jeden z męźczyzn wskazał na pierwszego ze swoich przyjaciół i
    wyjaśnił:

    - On ma na imię Dostatek.

    Następnie wskazał drugiego – On ma na imię „Sukces”,

    - A ja mam na imię „Miłość”.

    Teraz wróć i zdecyduj razem z Twoim mężem, którego z nas
    zaprosicie do waszego domu.

    Kobieta weszła do domu i opowiedziała swojemu mężowi wszystko,
    co powiedzieli jej trzej męźczyźni. Ten się ucieszył : – Jak pięknie!
    - Zaprosimy Dostatek, aby wszedł i wypełnił nasz dom!!!

    Jego żona nie zgadzała się i spytała:

    - Mój drogi, dlaczego nie mielibyśmy zaprosić Sukcesu?
    Ich córka słuchała tej rozmowy i weszła im w słowo:

    - Nie byłoby lepiej, gdybyśmy pozwolili wejść Miłości? W ten sposób nasza
    rodzina byłaby pełna miłości.

    - Posłuchajmy rady naszej córki, powiedział mąż do żony. Pójdź i zaproś Miłość, niech będzie naszym gościem.

    Żona wyszła i spytała – Który z Was to Miłość?

    Niech wejdzie, proszę i będzie naszym gościem.

    Miłość usiadła na wózku i ruszyła w kierunku domu.

    Także dwaj pozostali podnieśli się i ruszyli za nią.

    Trochę zdziwiona kobieta pyta Dostatek i Sukces:

    - Zaprosiłam tylko Miłość, dlaczego idziecie także wy?

    Oni odpowiedzieli razem:

    - Jeżeli zaprosiłabyś Dostatek lub Sukces, pozostali dwaj zostaliby na zewnątrz, ale zaprosiłaś Miłość, a tam gdzie idzie ona, idziemy i my.

    - Tam, gdzie jest Miłość, jest też Dostatek i Sukces.

    MOJE ŻYCZENIE DLA CIEBIE MIŁY GOŚCIU
    JEST NASTĘPUJĄCE:

    Jeśli jesteś smutny, życzę Ci
    Spokoju i Szczęścia.

    Jeśli brakuje Ci wiary w siebie,
    życzę Ci, abyś uwierzył w swoje
    talenty i wykorzystał je.

    Jeśli jesteś nieśmiały,
    życzę Ci miłości i odwagi.

    Podaruj swoją Miłość razem
    z tą historyjką osobom,
    które lubisz i cenisz.

    TEKST TEN BYŁ ROZSYŁANY
    POCZTĄ ELEKTRONICZNĄ

    NAJWAŻNIEJSZE JEST NIEWIDOCZNE DLA OCZU

    Przed kilku laty była sobie fabryka, która produkowała misie.
    Każdy z nich był inny, ale każdy tak samo śliczny i milutki. Małe
    dzieci uwielbiały te misie, rodzice kupowali im je na urodziny,
    imieniny i Gwiazdkę. Każde dziecko od razu umiało pokochać swojego
    misia i uważało go za swojego największego przyjaciela. Tylko jeden
    misio był nieudany. Został uszyty z samych resztek materiału. Miał
    jedno uszko różowe, drugie zielone, tułów w kwiatki, nóżki w kratkę.
    Nosek zamiast czarnego wyszedł niebieski, a oczy, robione już z
    ostatnich skrawków, były żółte. Misio ten był bardzo miły w dotyku.
    Cieplutki i aksamitny, ale nikt tego nie widział, bo nikt nawet nie brał
    go do ręki. Biedny Brzydki Misio widział, jak jego koledzy szybko
    opuszczają sklepowe półki i trafiają do wesołych, uśmiechniętych dzieci, które
    bardzo je kochają. Sam stał samotny, już troszkę zakurzony
    i myślał sobie: To nic, że mnie nikt nie chce. Najważniejsze, że moi
    koledzy trafiają w dobre ręce. Minęła kolejna Gwiazdka i misia nadal
    nikt nie kupował, aż pewnego dnia do sklepu weszła mała, może
    sześcioletnia dziewczynka. Miała na nosie ciemne okulary, chociaż
    tego dnia wcale nie było słońca, a w rączce białą, plastikową laseczkę,
    chociaż wcale nie była staruszką. Weszła do sklepu ze swoją mamą.
    Poprosiły o misie. Dziewczynka była niewidoma. Nic nie widziała. Nie
    znała ani kolorów, ani nigdy nie widziała tęczy, nie umiała sobie
    wyobrazić lecących w powietrzu ptaków, ale za to wszystko umiała
    zobaczyć rączkami. Wzięła do rączki najpierw bielusieńkiego misia.
    Najładniejszego ze wszystkich. Pomacała jego odstające uszka, dotknęła
    łebka; I wzięła następnego, szarego. Ten też nie przypadł jej do gustu,
    bo miał troszkę ostre zakończenia łapek. Na samym końcu
    ekspedientka położyła Brzydkiego Misia, bo i tak nie liczyła, że
    kiedyś ktoś go kupi. – To ten mamusiu! – krzyknęła głośno
    dziewczynka – To jest mój misio. Mój piękny kochany misiaczek
    - i z całej siły go przytuliła, a potem pocałowała w brzydki,
    niebieski nosek. Od tej pory dziewczynka i misio nie rozstawali
    się nigdy. Na leżakowaniu spali pod jedną kołderką,
    u dentysty dziewczynka ściskała jego łapki, a kiedy trudno jej było
    coś zrobić, zawsze pytała o radę swojego przyjaciela. Inne dzieci
    śmiały się, kiedy widziały, jakiego brzydala ze sobą nosi. Ale
    dziewczynka każdemu proponowała, żeby wziął misia do ręki. I
    wtedy działo się coś dziwnego. Przestawał wydawać się brzydki.
    Wszystkie dzieci zazdrościły dziewczynce. Pytały ją często skąd
    wiedziała, że ten misio jest taki cudowny, tak kochany. Przecież
    nie mogła tego zobaczyć, bo jest niewidoma. A ona zawsze
    im odpowiadała: – Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.

    Szczeniaki na sprzedaż

    Autor: Viola | Piękne opowieści dla ducha poniedziałek mar 24,2008

    SZCZENIAKI NA SPRZEDAŻ

    Właściciel sklepu przytwierdził nad wejściem tabliczkę z napisem:
    „Szczeniaki na sprzedaż”. Takie ogłoszenia zazwyczaj przyciągają dzieci,
    toteż niebawem w sklepie pojawił się mały chłopiec.
    - Po ile pan sprzedaje swoje szczeniaki?
    - zapytał. – Tak po 30 do 50 dolarów – odparł właściciel.
    Chłopczyk sięgnął do kieszeni i wydobył z niej kilka drobnych monet.
    - Mam 2 dolary i 37 centów
    - powiedział. – Czy mógłbym zobaczyć te pieski, proszę pana?
    Sprzedawca uśmiechnął się i zagwizdał. Z budy wyszła Lady.
    Truchtem pobiegła przez sklep, a za nią potoczyło się pięć
    malusieńkich, drobniuteńkich kuleczek. Jedno ze szczeniąt wyraźnie
    zostawało w tyle. Chłopiec natychmiast wskazał na nie nadążającego
    za resztą, kulejącego psiaka i spytał:
    - Co mu się stało?
    Właściciel wyjaśnił mu, że badał go już weterynarz i okazało się, że
    psiak ma niewłaściwą budowę biodra. Zawsze już będzie kulał, na zawsze pozostanie kaleką. Chłopiec zapalił się natychmiast.
    - Właśnie tego szczeniaka chciałbym kupić!
    - oznajmił. – Nie, nie. To niemożliwe, byś chciał kupić tego pieska -
    odparł sprzedawca. – Jeśli naprawdę ci na nim zależy, po prostu ci go dam.
    Chłopczyk wyglądał na poważnie zdenerwowanego. Spojrzał właścicielowi
    prosto w oczy i wskazując palcem, odezwał się: – Nie chcę, żeby pan mi
    go dawał. Ten piesek jest wart co do grosza tyle samo co pozostałe
    szczeniaki i zapłacę za niego całą sumę. Właściwie, to zapłacę panu
    teraz tylko 2 dolary i 37 centów, lecz co miesiąc będę przynosił 50 centów,
    dopóki go nie spłacę. Sprzedawca zaoponował:
    - Ależ ty nie możesz chcieć takiego psa. On nigdy nie będzie mógł biegać, skakać, bawić się z tobą tak, jak inne szczeniaki. Chłopczyk schylił się
    i podwinął lewą nogawkę spodni, odsłaniając kaleką nogę, wspieraną dużą metalową klamrą. Spojrzał na właściciela sklepu i odparł cicho: – Cóż, ja sam dobrze nie biegam, a ten szczeniak potrzebuje kogoś, kto to zrozumie!

    Dan Cla

    Kwiat

    Autor: Viola | Piękne opowieści dla ducha niedziela mar 23,2008

    KWIAT

    Przez jakiś czas co niedziela otrzymywałem od pewnej osoby różę do butonierki. Działo się tak każdego niedzielnego poranka, toteż wkrótce przestałem zwracać na kwiat uwagę. Oczywiście był to miły gest, za który byłem wdzięczny, lecz z czasem stał się rutyną. Jednakże pewnej niedzieli coś, co zacząłem uważać za naturalne, nabrało nowej, niecodziennej treści.

    Wychodziłem właśnie z nabożeństwa, gdy podszedł do mnie dziarski chłopczyk.
    - Pastorze, co zamierza pan zrobić z tym kwiatem? – spytał.

    Z początku nie wiedziałem, o co mu chodzi, dopiero po chwili się domyśliłem.
    - Ach! Masz na myśli tę różę? – Wskazałem kwiat w butonierce.
    - Tak. Wziąłbym ją sobie, gdyby pastor miał zamiar ją wyrzucić – odparł.

    Uśmiechnąłem się i odrzekłem, że z radością ofiaruję mu moją różę. Od niechcenia zapytałem też, co chce z nią zrobić.
    - Chcę ją podarować mojej babci – odpowiedział. chyba nie miał nawet dziesięciu lat. – W zeszłym roku rozwiedli się moi rodzice. Na początku mieszkałem z mamą, ale gdy wyszła ponownie za mąż, odesłała mnie do ojca. Mieszkałem u niego przez jakiś czas, lecz on także stwierdził, że nie mogę z nim być, i zawiózł mnie do babci. Ona jest taka dobra, gotuje mi i troszczy się o mnie… Jest tak dobra, że chciałbym podarować jej ten piękny kwiat.

    Chłopiec umilkł, a ja nie potrafiłem wydobyć z siebie głosu. Moje oczy napełniły się łzami. Ten malec ujął mnie za serce. Odpiąłem szybko różę i trzymając ją przed nim, rzekłem:
    - Chłopcze, to najpiękniejsze słowa, jakie kiedykolwiek słyszałem. Niedostaniesz tej róży, to byłoby za mało. Spójrz tam, przed amboną stoi ogromny bukiet. Parafianie co tydzień kupują kwiaty do kościoła. Weź je dla twojej babci, ona zasługuje na nie w całej pełni.

    I jakby nie dość było mego wzruszenia, chłopiec powiedział coś, co na zawsze pozostanie w mym sercu:
    - Co za wspaniały dzień! Prosiłem o jeden kwiat, a dostałem cały bukiet!

    John. R. Ramsey

    Widok z okna

    Autor: Viola | Piękne opowieści dla ducha sobota mar 22,2008

    WIDOK Z OKNA

    Było sobie kiedyś dwóch ciężko chorych mężczyzn, którzy dzielili niewielki pokoik w pewnym szpitalu. Pokój naprawdę mały, miał tylko jedno okno. Jeden z chorych, ten, którego łóżko znajdowało się naprzeciw okna, mógł codziennie po południu – w ramach leczenia – siadać na godzinę w swoim
    łóżku, co miało pomóc odprowadzić wydzielinę z płuc, czy coś takiego. Drugi mężczyzna musiał niestety cały czas leżeć. Tak więc każdego popołudnia pierwszy z chorych siadał wsparty poduszkami naprzeciw okna i spędzał godzinę, opisując swemu towarzyszowi, co widzi za oknem. Najwyraźniej okno wychodziło na park. Był tam staw, a w nim kaczki i łabędzie. Dzieci rzucały im kawałki chleba albo puszczały łódki. Pod rozłożystymi koronami drzew spacerowali, trzymając się za ręce, zakochani; były kwiaty i trawniki, na których grywano w softball. A w tle, za drzewami, rozciągał się wspaniały widok na miasto. Mężczyzna, który nie mógł siadać i oglądać tego wszystkiego, słuchał łapczywie słów współtowarzysza, ciesząc się każdą minutą opowieści. Dowiadywał się, jak to jakieś dziecko nieomal wpadło do stawu i jak ślicznie wyglądały dziewczęta w letnich sukienkach. Odnosił wrażenie, że dzięki
    relacjom swego przyjaciela sam widzi dokładnie, co dzieje się za oknem. Któregoś popołudnia uderzyła go dziwna myśl: dlaczegóż to niby tylko tamten mężczyzna miałby rozkoszować się widokiem z okna? Czy i on nie miał prawa wyjrzeć na zewnątrz? Wstydził się swojej zazdrości, lecz im bardziej starał się o niej zapomnieć, tym większe dręczyło go pragnienie zmiany. Zrobiłby wszystko, byleby wyjrzeć przez to okno! I oto pewnej nocy, wpatrzony w sufit, usłyszał jak jego współtowarzysz budzi się i kaszląc i dusząc się, rozpaczliwie szuka przycisku, którym mógłby przywołać pielęgniarkę. Nie pomógł mu jednak, obserwował go tylko. Oddech tamtego biedaka wkrótce zamarł. Rano zabrano jego ciało. Odczekawszy nieco, by nie przekroczyć granic przyzwoitości, mężczyzna poprosił, by przeniesiono go do łóżka naprzeciw okna. Spełniono jego prośbę. Otulony pościelą, leżąc wygodnie, czekał aż wszyscy wyjdą. Potem podniósł się ciężko na łokciu i zaciskając z bólu zęby, zerknął przez okno. Za oknem
    była ściana. Mężczyzna spytał pielęgniarkę, co kierowało zmarłym żeby opisywać tak
    wspaniałe rzeczy przez okno. Pielęgniarka powiedziała, że człowiek ten był niewidomy i że nie mógł widzieć nawet ściany i podpowiedziała mu:”może chciał Pana podtrzymać na duchu?”
    Morał: Jest bardzo łatwo uczynić szczęśliwymi innych, nie
    ważne jaka jest twoja własna sytuacja.

    Bajka o gwiazdach

    Autor: Viola | Piękne opowieści dla ducha piątek mar 21,2008

    BAJKA O GWIAZDACH

    „Dreeeeam, dream, dream, dream”.

    Muzyka brzmiała z daleka jak małe srebrne dzwoneczki. Ogromne białe płatki śniegu tańczyły w powietrzu – wirując z wdziękiem jak baletnice z najlepszego musicalu. Zatrzymując się na moment w świetle ulicznych lamp jak modelki w świetle fleszy fotografów, całując nosy i policzki przechodniów, zmęczone,
    miękko opadały w dół. Ciepłe światła dekoracji Bożonarodzeniowych migotały w wystawach sklepowych. Stare miasto wyglądało jak kartonowy teatr! Och, jak cudownie, wdychałam całą sobą tę unikatową atmosferę świąt.

    Wieczorem przed snem pomyślałam, że jednak cieszę się, że biuro, w którym pracuję, przeniesiono w okolice Starego Miasta. Przypomniało mi się, że
    marzyłam kiedyś o tym, żeby pracować na Starym Mieście, otoczona starymi murami, pomiędzy kościołami, które przeżyły już tak wiele. Takie małe, dziecinne, zapomniane, marzenie. O którym oczywiście zapomniałam i nie szukałam pracy szczególnie w tym miejscu. A teraz zdumienie. Pan Bóg pamiętał o takim małym marzeniu? Zdumienie, że jednak to prawda: my śpimy, a w trakcie naszego snu, Pan Bóg spełnia nasze marzenia. Nawet te najmniejsze. Kimże jestem, że o nich pamięta?

    Myślałam o tym, kładąc się spać….

    Nagle poczułam, że ktoś mnie budzi. Otworzyłam oczy i zobaczyłam Anioła siedzącego obok mnie.
    - Przyszedłem aby odpowiedzieć na twoje pytania- powiedział.
    Wziął mnie za rękę i zaprowadził do okna:
    - Spójrz w górę.
    Spojrzałam… a w górze było czarne niebo pełne świetlistych gwiazd.
    - Widzisz gwiazdy? – kontynuował – to właśnie ludzkie marzenia i życzenia.
    Ludzie marzą, mają głowy pełne snów. Kładą się spać, a te marzenia są w nich, krążą nad ich głowami. A wtedy my, Anioły, w samym środku nocy przychodzimy do ludzi, aby zebrać te marzenia. I umieszczamy je na niebie!!. To jest cała tajemnica!! Zbieramy wszystkie marzenia, nawet te najmniejsze. Pan Bóg powtarza nam: „ludzkie marzenia to bardzo cenny wymiar ludzkiego życia.
    Dlatego uważajcie i bądźcie bardzo ostrożni. Nie pozwólcie, aby jakiekolwiek marzenie zostało upuszczone”. Przerwał i spojrzał na mnie. Wpatrywałam się
    w niego, a on uśmiechnął się.
    - Ale. Musisz pamiętać. Jest jeden warunek. Jeden bardzo ważny warunek. Tylko jeśli ten warunek jest spełniony, jesteśmy w stanie zebrać marzenia. Jest to możliwe…
    Usiadł na parapecie i patrzył na mnie uważnie.
    -…. Jest to możliwe tylko wtedy, gdy marzenie zostało powierzone Panu Bogu.
    - Co to znaczy? – zdziwiłam się.
    - To jest proste. Wystarczy, że przed snem powiesz Panu, że oddajesz Jemu swoje marzenia i poprosisz, aby On się nimi zaopiekował.
    - To rzeczywiście proste! – znowu byłam zdziwiona, tym razem, że to takie proste.
    - Wydaje się to rzeczywiście proste – powiedział Anioł, ale wyglądał trochę smutno – Ale w praktyce… nie zawsze jest to takie łatwe. Są ludzie, którzy nie wierzą w Boga, nawet o Nim nie myślą, więc nie ma szans, aby oddali Bogu swoje marzenia. Inni znowu nie chcą oddać Panu Bogu swoich marzeń. Boją się, że je stracą na zawsze. Trzymają je w sobie i nie wiedzą, że przez to nie mogą być one spełnione. Inni znowu zupełnie przestali marzyć, gdy dorośli. I to wszystko jest dla nas, Aniołów, bardzo smutne.

    Westchnął. Chciałam go objąć i pocieszyć, ale bałam się ruszyć, żeby nie
    zniknął. Na szczęście za moment znowu się uśmiechał.

    - Jednak mamy również powody do radości. Wiele, wiele ludzi marzy i powierza Bogu swoje marzenia. A my zbieramy te powierzone Bogu marzenia i wieszamy
    na nieboskłonie. I w tym momencie marzenia stają się częścią świata – od tej pory nigdy już nie zginą.

    A Pan Bóg… On nigdy nie zapomina o waszych marzeniach i wie dokładnie,
    które gwiazdy są czyje. Uwielbia przechadzać się po niebie pomiędzy nimi.
    Ogląda je i cieszy się każdą gwiazdą, nawet jeśli jest bardzo mała i niezdarna, i świeci bardzo niepewnie. Cieszy się, bo każda gwiazda jest wyrazem zaufania człowieka do Boga.

    - No, dobrze – przerwałam – ale czy Pan Bóg spełni każde marzenie? Znam ludzi, którzy marzyli i ich marzenia nie spełniły się. No tak, mówiłeś, że mogły być marzenia nie powierzone Bogu. Ale jeśli są powierzone, czy zawsze są spełniane?

    - Masz rację. Ludzie mają też czasem marzenia, które nie zawsze są dobre dla nich. Oni sami nie zawsze to wiedzą, bo tylko Bóg jest Tym, Który Wie Wszystko. Ale ludzie, którzy ufają Bogu, wiedzą też, że On zweryfikuje ich marzenia, używając swojej Mądrości, Dobroci i Miłości. I to On decyduje, które marzenia mają zostać na zawsze na niebie – i świecić Blaskiem Gwiazd Zaufania (a cieszy się nimi, jak wszystkimi innymi), a które mają zostać spełnione i kiedy jest Czas ich spełnienia. Które gwiazdy mają zostać połączone, a które rozdzielone.Które muszą być ociosane, które muszą nauczyć się większej pokory, a którym trzeba dodać odwagi. Tutaj my Anioły mamy dużo pracy. To nasza rola przekonać Nieśmiałego Marzyciela, że bez jego działania, Bóg sam nie może wiele zdziałać. Bóg z każdego snu wyciąga tę dobrą cząstkę, łączy ją z inną, i w tym sensie każde marzenie, nawet jeśli jest bardzo niedobre w filozofii Bożej, zostaje przemienione w Dobro w momencie, gdy zostanie powierzone Panu Bogu.

    Rozumiesz więc, co znaczy, że możesz spać, a marzenia się spełniają? Tylko trzeba je mieć. I mieć je w Panu. Każdy może ich mieć tyle, ile tylko zapragnie. Pan Bóg raczej smuci się ich brakiem, niż nadmiarem. I wiesz co, powiem tylko tobie, że twój zbiór gwiazd jest ostatnio bardzo mały. Pan Bóg nie za bardzo ma z czego wybierać. Czy coś się stało?

    Ach, muszę lecieć. – zerwał się nagle, nie czekając na moją odpowiedź.- Wiesz, za parę dni obchodzimy Urodziny Naszego Pana i z tej okazji przygotowujemy Program Niespodzianek dla Ziemi i na nasze przyjęcie w niebie. Mamy skrzydła pełne roboty!! Pomyśl o tym co powiedziałem, a ja wrócę pewnej nocy, by odpowiedzieć na twoje dalsze pytania.

    Wstał i ….zniknął. Po minucie zobaczyłam go za oknem, wiszącego w powietrzu. Zapukał w okno i powiedział (nie wiem, jak to się stało, że słyszałam jego łagodny cichy głos, ale słyszałam):

    - Zapomniałem powiedzieć!. To okres Bożego Narodzenia i Nowego Roku. Bardzo ważny czas dla ludzi, w którym to czasie pojawia się szczególnie dużo marzeń i życzeń. Pamiętaj! Gdy w czasie Świąt będziecie składać sobie nawzajem życzenia, wieszajcie te marzenia od razu na niebie! To bardzo pomoże nam w pracy!

    Pomachał mi i odleciał.
    A mi nasunęło się jeszcze jedno pytanie…. a może niedowierzanie….
    Czy my, dorośli, mamy rzeczywiście tak beztrosko marzyć jak dzieci?

    Ale jego już nie było, aby odpowiedzieć na moje pytanie.

    Zostałam tak z oczami utkwionymi w niebo, myśląc o gwiazdozbiorze własnych marzeń.

    Po długiej chwili…. położyłam się dalej spać. Postanowiłam mieć wiele marzeń i ogarnęło mnie silne nieodparte przeczucie, że coś pozytywnego wydarzy się wkrótce.

    Życzę Ci, Drogi Czytelniku, abyś miał podobne przeczucie.
    I nie zapominaj spać czasami. Aby Aniołowie mogli wykonać swoją pracę!

    Krąg radości

    Autor: Viola | Piękne opowieści dla ducha czwartek mar 20,2008

    KRĄG RADOŚCI

    Któregoś ranka, a było to nie tak dawno temu, pewien rolnik stanął przed klasztorną bramą i energicznie zastukał. Kiedy brat furtian otworzył ciężkie dębowe drzwi, chłop z uśmiechem pokazał mu kiść dorodnych winogron.
    - Bracie furtianie, czy wiesz komu chcę podarować tę kiść
    winogron, najpiękniejszą z całej mojej winnicy? – zapytał.
    - Na pewno opatowi lub któremuś z ojców zakonnych.
    - Nie. Tobie!
    - Mnie? Furtian aż się zarumienił z radości. – Naprawdę
    chcesz mi ją dać?
    - Tak, ponieważ zawsze byłeś dla mnie dobry,
    uprzejmy i pomagałeś mi, kiedy cię o to prosiłem.
    Chciałbym, żeby ta kiść winogron sprawiła ci trochę radości.
    Niekłamane szczęście, bijące z oblicza furtiana, sprawiło
    przyjemność także rolnikowi.
    Brat furtian ostrożnie wziął winogrona i podziwiał je przez
    cały ranek. Rzeczywiście, była to cudowna, wspaniała kiść.
    W pewnej chwili przyszedł mu do głowy pomysł:
    - A może by tak zanieść te winogrona opatowi, aby i jemu dać
    trochę radości?
    Wziął kiść i zaniósł ją opatowi.
    Opat był uszczęśliwiony.
    Ale przypomniał sobie, że w klasztorze jest stary, chory
    zakonnik i pomyślał:
    - Zaniosę mu te winogrona, może poczuje się trochę lepiej.
    Tak kiść winogron znowu odbyła małą wędrówkę.
    Jednak nie pozostała długo w celi chorego brata,
    który posłał ją bratu kucharzowi pocącemu się cały dzień przy garnkach.
    Ten zaś podarował winogrona bratu zakrystianowi (aby i
    jemu sprawić trochę radości), który z kolei zaniósł je najmłodszemu bratu
    w klasztorze, a ten ofiarował je komuś innemu, a ten inny jeszcze komuś
    innemu. Wreszcie wędrując od zakonnika do zakonnika, kiść winogron
    powróciła do furtiana (aby dać mu trochę radości) Tak zamknął się ten
    krąg. Krąg radości.

    Nie czekaj, aż rozpocznie kto inny. To do ciebie dzisiaj należy zainicjowanie kręgu radości. Często wystarczy mała, malutka iskierka, by wysadzić w powietrze ogromny ciężar. Wystarczy iskierka dobroci, a świat zacznie się zmieniać. Miłość to jedyny skarb, który rozmnaża się poprzez dzielenie: to jedyny dar rosnący tym bardziej, im więcej się z niego czerpie. To jedyne przedsięwzięcie, w którym tym więcej się zarabia, im więcej się wydaje; podaruj ją, rzuć daleko od siebie, rozprosz ją na cztery wiatry, opróżnij z niej kieszenie, wysyp ją z koszyka, a nazajutrz będziesz miał jej więcej niż dotychczas.

    Bruno Ferrero

    Przyjaciele

    Autor: Viola | Piękne opowieści dla ducha środa mar 19,2008

    PRZYJACIELE

    Pewnego dnia, był to jeden z pierwszych dni w nowym liceum, zobaczyłem chłopaka z mojej klasy wracającego do domu. Nazywał się Kyle. Wyglądało
    na to, że niósł ze sobą wszystkie książki. Pomyślałem sobie: „Dlaczego ktoś, w piątek, miałby nieść do domu wszystkie swoje książki? To musi być skończony osioł.” Miałem sporo planów na ten weekend (imprezy, mecz futbolowy jutro
    po południu), więc wzruszyłem ramionami i poszedłem dalej. Kiedy szedłem zobaczyłem grupę dzieciaków biegnących w jego stronę. Wpadli na niego,
    wyrwali mu z rąk wszystkie książki i podstawili nogę, tak że wylądował w
    kurzu. Jego okulary poleciały w powietrze i zobaczyłem jak wylądowały w
    trawie około pięciu metrów od niego. Spojrzał w górę i zobaczyłem bezgraniczny smutek w jego oczach. Moje serce wyrwało się ku niemu, więc podbiegłem do niego, a kiedy czołgał się, rozglądając się wkoło w poszukiwaniu swoich okularów, zobaczyłem w jego oczach łzy. Podałem mu okulary i powiedziałem: – Ci faceci to dupki. Powinno się im dokopać! Spojrzał na mnie i powiedział:- Hej, dzięki! Na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech, jeden z tych uśmiechów wyrażających prawdziwą wdzięczność. Pomogłem mu pozbierać książki i zapytałem gdzie mieszka. Okazało się, że mieszka niedaleko mnie, więc zapytałem dlaczego nigdy wcześniej go nie widziałem. Powiedział, że wcześniej chodził do szkoły prywatnej. Nigdy wcześniej nie kolegowałem się z chłopakiem ze szkoły prywatnej. Całą drogę do domu rozmawialiśmy, a ja pomogłem mu nieść książki. Okazało się, że był całkiem fajnym chłopakiem. Zapytałem czy nie chciałby pograć z moimi przyjaciółmi w piłkę. Odpowiedział, że tak. Trzymaliśmy się razem przez cały weekend, a im lepiej poznawałem Kyle’a, tym bardziej go lubiłem. Tak samo myśleli o nim moi przyjaciele. Nastał poniedziałkowy poranek, a Kyle znów szedł z naręczem swoich książek. Zatrzymałem go i powiedziałem: – Jeśli codziennie będziesz nosił te książki, dorobisz się niezłych muskułów! Roześmiał się tylko i podał mi połowę książek. W ciągu następnych czterech lat, Kyle i ja bardzo się zaprzyjaźniliśmy. Kiedy staliśmy się seniorami, zaczęliśmy myśleć o pójściu na studia. Kyle zdecydował się na Georgetown, a ja wybierałem się do Duke. Wiedziałem, że na zawsze pozostaniemy przyjaciółmi i że ta odległość nigdy nie będzie problemem. On zamierzał zostać lekarzem, a ja chciałem dostać sportowe stypendium. Kyle miał wygłosić mowę pożegnalną na zakończeniu roku, więc musiał się przygotować. Drażniłem się z nim, mówiąc że jest kujonem. Byłem bardzo zadowolony, że to nie ja będę musiał stanąć na podium i wygłosić mowę. Na zakończeniu roku, zobaczyłem Kyle’a. Wyglądał wspaniale, był jednym z tych facetów, którzy odnaleźli się podczas nauki w szkole. Przybrał na wadze i właściwie, to wyglądał dobrze w okularach. Miał więcej randek niż ja i kochały go wszystkie dziewczyny. Matko, czasami byłem zazdrosny! Dzisiaj był jeden z tych dni. Widziałem, że denerwował się mową. Więc szturchnąłem go w plecy i powiedziałem: – Hej, wielkoludzie! Będziesz wspaniały! Spojrzał na mnie z jednym z tych wyrazów twarzy (tym wyrażający wdzięczność) i uśmiechnął się.
    - Dziękuję – Powiedział. Kiedy rozpoczął swoją mowę, odchrząknął kilka
    razy i zaczął:
    -Zakończenie roku, jest czasem kiedy dziękujemy ludziom, którzy nam pomogli przejść przez te trudne lata. Swoim rodzicom, nauczycielom, rodzeństwu, może trenerom… ale najbardziej swoim przyjaciołom. Chcę wam powiedzieć, że bycie przyjacielem jest najlepszym darem jaki możecie im dać. Zamierzam opowiedzieć wam pewną historię. Spojrzałem z niedowierzaniem na mojego przyjaciela, kiedy opowiedział o dniu, kiedy spotkaliśmy się po raz pierwszy. Podczas tamtego weekendu zamierzał się zabić. Opowiedział w jaki sposób opróżnił swoją szafkę, żeby jego mama nie musiała później tego robić, i jak niósł swoje rzeczy do domu.
    Spojrzał na mnie i uśmiechnął się słabo. – Dzięki Bogu, zostałem uratowany. Mój przyjaciel uratował mnie przed zrobieniem tej strasznej rzeczy. Usłyszałem szept rozchodzący się po tłumie, kiedy ten przystojny, popularny chłopak opowiadał o swojej słabości. Zobaczyłem jego mamę i tatę uśmiechających się do mnie w ten sam, pełen wdzięczności sposób. Dopiero wtedy zdałem sobie sprawę z jego głębi.

    Nigdy nie oceniaj zbyt nisko swoich czynów. Jednym
    drobnym gestem, możesz odmienić życie innej osoby.
    Na lepsze lub na gorsze. Bóg stawia nas na czyjejś
    drodze, abyśmy w jakiś sposób wpłynęli na życie
    innej osoby. Szukaj Boga w innych.

    „Przyjaciele są jak anioły, które stawiają nas na nogi,
    kiedy nasze skrzydła zapomniały jak się lata.”

    Nie istnieje żaden początek ani koniec…
    Dzień wczorajszy jest historią.
    Jutrzejszy – tajemnicą.
    Dzisiejszy jest – darem.

    autor nieznany

    Rozbity dzban

    Autor: Viola | Piękne opowieści dla ducha wtorek mar 18,2008

    ROZBITY DZBAN

    Zaspał. Nie słyszał pierwszych dzwonów. Poprzedniego dnia znowu długo w noc pracował. Przepisywał teksty ze”Summy” św. Tomasza. W nocnej ciszy dochodziło do niego nawoływanie strażników i wybijane kolejno godziny na wieży ratuszowej. Lubił pracować nocą. Zresztą to była dla niego jedyna możliwość. W ciągu dnia, zwłaszcza po południu i wieczorami, wciąż był zajęty jakimiś sprawami ludzkimi, których nie mógł zaniedbywać. Wciąż zachodzili studenci do jego mieszkanka znajdującego się na parterze w gmachu uniwersytetu. Zdecydował się na nie świadomie: było małe i niewygodne,ciemne, ale bardzo poręczne dla wszystkich, którzy potrzebowali pomocy. Wśród studentów zgłaszających się do niego z jakimiś dla nich mniej lub więcej ważnymi sprawami, byli tak jego słuchacze, jak i całkiem mu obcy, byli ludzie z Krakowa, z Warszawy, z Gdańska, jak również cudzoziemcy. Sławna teraz wielkimi nazwiskami profesorów Alma Mater Jagiellonica ściągała młodzież nie tylko krajową, ale i z innych państw: z Czechosłowacji, z Węgier, z księstw Bawarii, Saksonii. Wśród tych rzesz młodych ludzi zdarzali się bogaci, w większości jednak byli to biedni chłopcy. Trafiali się wagabundzi, większość jednak prawdziwie szukała wiedzy. Tak jedni jak i drudzy wymagali opieki, troski, zainteresowania. Stąd musiał bez przerwy radzić, kierować, pouczać, pomagać: wciąż coś załatwiać, pośredniczyć, gwarantować, zaświadczać, nawet i stancje wyszukiwać, pieniądze pożyczać jak i dawać. Ale na koniec był przecież profesorem: musiał się przygotowywać do wykładów. Miał taki swój system wypracowany od lat: przepisywał teksty wielkich teologów. To pomagało mu koncentrować się nad treścią w tych pismach zawartą, a poza tym była i korzyść dodatkowa: mógł potem tych tekstów użyczać – służyć nimi tym, którzy inaczej nie mieliby do nich dostępu.

    Zaspał. Dopiero drugie dzwony wyrwały go ze snu. Odziewał się szybko, żeby przyjść na czas do kościoła. Już od lat długich odprawiał Mszę świętą w kościele Św. Anny o szóstej godzinie, a tak proboszcz jaki kościelny nie lubili, jak się księża spóźniali. Gdy wychodził ze swojego mieszkania, zaczęła już dzwonić sygnaturka. Poderwała go do pośpiechu. „Jeszcze tylko pięć minut do rozpoczęcia Mszy świętej”. Ulica tonęła w gęstej mgle. Panowała przytłumiona cisza. Nie dochodziły żadne głosy ludzkie, żaden hałas. „Tak to bywa często w Krakowie o tej porze roku, późną jesienią”. Ciągnęło zimnym, mokrym powietrzem. „Nie bez powodu mówią przybysze, że tu, w Krakowie, wilgoć w kości wchodzi”.On sam był tego dowodem. I jego łamało w taki czas w kościach. Okrył się szczelniej grubą peleryną. Szron w nocy pobielił blanki murów, brukulicy. Mróz ściął kałuże. Trzeba było uważać, żeby się nie poślizgnąć. I wtedy usłyszał krótki, urwany okrzyk, a potem trzask rozbijanego naczynia i głuchy stuk upadającego ciała. Zaraz potem wybuchnął płacz. Płacz dziecka. „Coś się stało”. Wstrząsnął się przerażony. „Ale o tej wczesnej porze dziecko?” Musiało być ono tuż, w pobliżu, jednak gęsta mgła szczelną zasłoną zamykała pole widzenia. Jeszcze kilka kroków. Najpierw zobaczył dużą białą plamę i skorupy rozbitego dzbana, potem obok klęczącą dziewczynkę, która płakała. Dokładnie na skrzyżowaniu ulicy Jagiellońskiej z ulicą św. Anny. Jeszcze spojrzał na dziewczynkę. Teraz domyślił się wszystkiego. Bardzo młoda, ale już nie dziecko. Biednie ubrana. „Tak, jest gdzieś na służbie i chyba niosła mleko od wieśniaków z pobliskiej Krowodrzy, może z przeciwległego Zwierzyńca, spieszyła się, nie spostrzegła lodu, poślizgnęła się, upadła, stłukła dzban z mlekiem. Płacze, bo ją spotka awantura w domu”. Znowu go zaatakowała myśl, że już późno, że powinien iść i to jak najszybciej, bo się spóźni na Mszę świętą. Ale przystanął. Jakoś nie mógł tak poprostu przejść. Nie mógł nie okazać współczucia. Nie wiedział, jak ma to uczynić. Nawet w pierwszej chwili chciał sięgnąć do kieszeni, żeby dać dziewczynie pieniądze na dzban i na mleko, ale się wstrzymał, bo rozumiał, że nie o to chodzi. „I cóż z tego, że ona przyniesie państwu, u których służy, pieniądze, i tak zostanie obrugana, że jest niezdara, bo rozbiła dzban, wylała mleko, a przy tym dodatkowo, że jest żebraczka, że wyżebrała u jakiegoś nieznajomego pieniądze”. Nachylił się, przyklęknął. Szloch jakby przycichł. Dziewczynka spostrzegła, że nie jest sama. Patrzył na plamę mleka. Czuł się zupełnie bezradny i był przekonany, że każde słowo jest tutaj zbędne, niepotrzebne, byłoby wprost nietaktem. I tak prawie odruchowo, jak to zawsze czynił w rozmaitych trudnych sytuacjach, zaczął się modlić do Boga, by jakoś zaradził na swój Boży sposób, na jaki – to On sam tylko dobrze wie. Wciąż wpatrzony w nieszczęsną plamę mleka zaczął mimo woli, odruchowo zgarniać skorupy, jakby chciał je skleić na powrót. Ale myśl, że jużnie zdąży punktualnie wyjść ze Mszą świętą, poderwała go w sposób ostateczny. Pełen jakiegoś wewnętrznego zawstydzenia, że nie jest wstanie przyjść z pomocą, a także, że nie może już dłużej towarzyszyć dziewczynie w tym nieszczęściu i odchodzi do jakichś swoich obowiązków, podniósł się i prawie na wpół biegnąc oddalił się w stronę kościoła. Dziewczynka zauważyła ten jego gwałtowny ruch. Oderwała ręce od oczu i popatrzyła za nieznajomym księdzem, którego współczucie wyczuła, a który teraz z rozwianą peleryną pędził do kościoła. Potem znowu skierowała wzrok na powód swojego płaczu. I wtedy pełna bezbrzeżnego zdziwienia zobaczyła, że na jezdni stoi dzbanek. Jej dzbanek pełen mleka. Jeszcze nie dowierzając własnym oczom wzięła go w ręce, przytuliła do siebie. Tak, to był prawdziwy jej dzbanek. Nie zastanawiając się, jak to się mogło stać, podniosła się i pobiegła w stronę domu.

    Jeżeli to nawet nie jest prawda, tylko legenda, to jakiż musiał być to święty, jak bardzo wrażliwy na ludzką biedę, skoro przypisano mu cud wręcz nieprawdopodobny. Bo któryż ze świętych zrobił cud tak bardzo bez powodu jak on: święty Jan Kanty.

    ks. M. Maliński

    Bajka o zasmuconym smutku

    Autor: Viola | Piękne opowieści dla ducha poniedziałek mar 17,2008

    BAJKA O ZASMUCONYM SMUTKU

    Po piaszczystej drodze szła niziutka staruszka. Chociaż była już bardzo stara, to jednak szła tanecznym krokiem, a uśmiech na jej twarzy był
    tak promienny, jak uśmiech młodej, szczęśliwej dziewczyny. Nagle dostrzegła przed sobą jakąś postać. Na drodze ktoś siedział, ale był tak skulony, że prawie zlewał się z piaskiem. Staruszka zatrzymała się, nachyliła nad niemal bezcielesną istotą i zapytała: „Kim jesteś?” Ciężkie powieki z trudem odsłoniły zmęczone oczy, a blade wargi wyszeptały:
    „Ja? … Nazywają mnie smutkiem”
    „Ach! Smutek!”, zawołała staruszka z taką radością, jakby
    spotkała dobrego znajomego.
    „Znasz mnie?”, zapytał smutek niedowierzająco.
    „Oczywiście, przecież nie jeden raz towarzyszyłeś mi w mojej wędrówce.
    „Tak sądzisz …, zdziwił się smutek, „to dlaczego nie uciekasz przede mną.
    Nie boisz się?” „A dlaczego miałabym przed Tobą uciekać, mój miły?
    Przecież dobrze wiesz, że potrafisz dogonić każdego, kto przed
    Tobą ucieka. Ale powiedz mi, proszę, dlaczego jesteś taki markotny?”
    „Ja … jestem smutny.”
    odpowiedział smutek łamiącym się głosem.
    Staruszka usiadła obok niego. „Smutny jesteś …”,
    powiedziała i ze zrozumieniem pokiwała głową. „A co Cię tak bardzo zasmuciło?”
    Smutek westchnął głęboko.
    Czy rzeczywiście spotkał kogoś, kto będzie chciał go wysłuchać?
    Ileż razy już o tym marzył. „Ach, … wiesz …”, zaczął powoli i z
    namysłem, „najgorsze jest to, że nikt mnie nie lubi. Jestem stworzony
    po to, by spotykać się z ludźmi i towarzyszyć im przez pewien czas.
    Ale gdy tylko do nich przyjdę, oni wzdrygają się z obrzydzeniem. Boją się mnie jak morowej zarazy.” I znowu westchnął. „Wiesz …, ludzie
    wynaleźli tyle sposobów, żeby mnie odpędzić. Mówią: tralalala, życie jest wesołe, trzeba się śmiać. A ich fałszywy śmiech jest przyczyną wrzodów żołądka i duszności. Mówią: co nie zabije, to wzmocni. I dostają zawału.
    Mówią: trzeba tylko umieć się rozerwać. I rozrywają to, co nigdy nie powinno być rozerwane. Mówią: tylko słabi płaczą. I zalewają się potokami łez. Albo odurzają się alkoholem i narkotykami, byle by tylko nie czuć mojej obecności.” „Masz rację,”, potwierdziła staruszka, „ja też często widuję takich ludzi.” Smutek jeszcze bardziej się skurczył. „Przecież ja tylko chcę pomóc każdemu człowiekowi. Wtedy gdy jestem przy nim, może spotkać się sam ze sobą. Ja jedynie pomagam zbudować gniazdko, w którym może leczyć swoje rany. Smutny człowiek jest tak bardzo wrażliwy. Niejedno jego cierpienie podobne jest do źle zagojonej rany, która co pewien czas się otwiera. A jak to boli! Przecież wiesz, że dopiero wtedy, gdy człowiek pogodzi się ze smutkiem i wypłacze wszystkie wstrzymywane łzy, może naprawdę wyleczyć swoje rany.
    Ale ludzie nie chcą, żebym im pomagał. Wolą zasłaniać swoje blizny fałszywym uśmiechem. Albo zakładać gruby pancerz zgorzknienia.” Smutek zamilkł. Po jego smutnej twarzy popłynęły łzy: najpierw pojedyncze, potem zaczęło ich przybywać, aż wreszcie zaniósł się nieutulonym płaczem. Staruszka serdecznie go objęła i przytuliła do siebie. „Płacz, płacz smutku.”, wyszeptała czule. „Musisz teraz odpocząć, żeby potem znowu nabrać sił. Ale nie powinieneś już dalej wędrować sam. Będę Ci zawsze towarzyszyć, a w moim towarzystwie zniechęcenie już nigdy Cię nie pokona. „Smutek nagle przestał płakać.
    Wyprostował się i ze zdumieniem spojrzał na swoją nową towarzyszkę:
    „Ale … ale kim Ty właściwie jesteś?” „Ja?”, zapytała figlarnie staruszka uśmiechając się przy tym tak beztrosko, jak małe dziecko. „JA JESTEM NADZIEJA!”

    Autor anonimowy

    Anioły śniegu

    Autor: Viola | Piękne opowieści dla ducha niedziela mar 16,2008

    ANIOŁY ŚNIEGU

    … To była moja pierwsza w życiu burza śniegowa. Chociaż widziałam
    śnieg podczas rzadkich wizyt w tych górach, nigdy przedtem nie widziałam
    jak pada. A padał jak noc długa. W końcu wszyscy zasnęliśmy. Spałam niezbyt mocno z powodu gwałtownych porywów wiatru, które trochę mnie niepokoiły.
    Rano uświadomiliśmy sobie powagę naszej sytuacji. Chata była położona
    powyżej terenu regularnie oczyszczanego przez pługi śnieżne. Na naszym odizolowanym odcinku drogi padający gęsto śnieg pokrył wszystkie
    samochody i jezdnię białą kołdrą, piękną, lecz lodowatą. Nawet my nowicjusze, wiedzieliśmy, że niemożliwe jest oczyszczenie drogi. Mężczyźni przekopali
    ścieżkę do samochodów i omietli je, lecz byliśmy beznadziejnie daleko, odcięci
    od drogi. Lękliwie spoglądaliśmy po sobie. A co, jeśli …? Mieliśmy dość
    żywności na jeszcze jeden posiłek, lecz nie więcej. Myśl o tym, że
    moglibyśmy zostać zasypani przez śnieg, przeraziła nas. Byłam jedyną chrześcijanką w naszej grupie. Dlatego zaczęłam się cicho modlić o Bożą
    opiekę i o to, by przysłał pług do naszego obozu. Biorąc pod uwagę
    odosobnienie, spełnienie mojej modlitewnej prośby byłoby naprawdę zdumiewające, lecz nie ustawałam aż do chwili, gdy poczułam spokój, który
    może dać tylko Bóg. Pozostali niepokoili się coraz bardziej i zerkali nerwowo na zachmurzone niebo i nieprzejezdną drogę. Śnieg wciąż padał równomiernie i
    cicho. Zajęliśmy się oczyszczaniem i pakowaniem rzeczy do odśnieżonych samochodów, którymi mieliśmy nadzieję zjechać w dół. Jakiś czas potem usłyszeliśmy cudowny dźwięk, który wesoło przebijał się w ciszy
    padającego śniegu. Ciężki pług wtaczał się, sapiąc, na nasze wzgórze.
    Kierowca powiedział do nas:
    - Nigdy wcześniej nie wjeżdżałem tak wysoko, lecz ciągle słyszałem, jak
    coś w głowie mówi mi: „Jedź dzisiaj na szczyt”. No i jestem.
    Słowo „anioł” oznacza „zwiastun wysłany, by spełnić wolę Boga”. Nigdy
    nie widziałam anioła, lecz czułam, że kierowca, który przybył do nas na
    polecenie Boże, jest naszym osobistym śnieżnym aniołem. To Ojciec Niebieski, który widzi wszystko i odpowiada na wszystkie potrzeby z cierpliwością i
    wielką troską. Kiedy liderki naszego obozu pakowały artykuły kuchenne,
    jedna z nich zagadnęła mnie:
    - Zastanawia mnie, co sprawiło, że kierowca pojechał tak daleko?
    Uśmiechnęłam się tylko i powiedziałam:
    - Modliłam się o to.

    Linda Claire Scott

    WITAJ MIŁY GOŚCIU

    Chcę z Tobą spędzić święta – Majka Jeżowska i De Mono

    Tyle duszyczek odwiedziło moją stronkę 2 071 934

    CHRISTMAS

    Krzysztof Krawczyk – Gdy Śliczna Panna

    CHOINKA

    Współczesna choinka, przybrana świeczkami i innymi ozdobami pojawiła się najwcześniej na ziemiach niemieckich. Jej ojczyzną była najprawdopodobniej Alzacja. Tam właśnie zwyczaj polegający na wnoszeniu do domu wiecznie zielonej gałęzi i wieszaniu jej przy suficie został zastąpiony w XV lub XVI wieku stojącym drzewkiem wigilijnym. Zwyczaj przystrajania drzewka wigilijnego rozpowszechnił się zapewne na przełomie XVIII i XIX wieku. Wieczne zielone drzewko jest symbolem nadziei, długowieczności a także czarodziejskiej mocy przed złem. Ozdoby choinkowe też mają swoje znaczenie. Gwiazdka - przypomina gwiazdę Betlejemską i jest symbolem narodzenia i czystości. Lampki albo świece - przypominają o przyjściu na świat Światłości czyli Jezusa. Są też symbolem ogniska domowego. Łańcuch symbolizuje węża - kusiciela.
    DZIĘKUJĘ ZA ODWIEDZINY I ZAPRASZAM PONOWNIE Magia świąt to dziecięca wiara w Świętego Mikołaja, spokojna rozmowa z bliskimi przy kominku, rozleniwiony telefon, zaspany budzik i śnieg, który nie jest utrapieniem. Miły Gościu życzę Ci Magicznych Świąt Bożego Narodzenia.